Szukaj w serwisie

Ostatnie na forum

test

Blisko! Coraz bliżej…

Obwieszczeniem z 20 kwietnia 2026 roku zostało wszczęte postępowanie administracyjne w sprawie wydania decyzji o realizacji inwestycji drogowej pod nazwą „Budowa obwodnicy Nowego Żmigrodu”. Z aktami sprawy można zapoznać się – po wcześniejszym telefonicznym (tel. 17 867 15 64) uzgodnieniu terminu – w Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie. Jako, że w komunikacie znalazło się określenie „Wnioski i zastrzeżenia w powyższej sprawie można składać do czasu wydania w tej sprawie rozstrzygnięcia”, przedstawiamy wykaz działek, których budowa obwodnicy będzie dotyczyć.

W kontekście inwestycji celu publicznego, czyli w tym przypadku budowy obwodnicy Nowego Żmigrodu, linie rozgraniczające wyznaczają granice terenu, który jest niezbędny do realizacji całego przedsięwzięcia. W praktyce dla właścicieli takich działek oznacza to: przejęcie własności (jeśli działka lub jej część znajduje się wewnątrz tych linii, z dniem uprawomocnienia się decyzji ZRID staje się ona z mocy prawa własnością Skarbu Państwa lub jednostki samorządu; odszkodowanie (właścicielowi przysługuje odszkodowanie za utracone prawo własności, ustalane na podstawie operatu szacunkowego sporządzonego przez rzeczoznawcę); podział nieruchomości (jeżeli linie rozgraniczające przechodzą przez środek działki, następuje jej automatyczny podział geodezyjny; część „wewnątrz” zostaje przejęta pod inwestycję, a część „na zewnątrz” pozostaje przy dotychczasowym właścicielu); ograniczenia w użytkowaniu (na terenie objętym liniami nie można stawiać nowych budynków ani uzyskiwać pozwoleń na budowę niezwiązanych z główną inwestycją).

Budowa żmigrodzkiej obwodnicy będzie zlokalizowana na działkach o numerach ewidencyjnych objętych liniami rozgraniczającymi teren inwestycji, które są przeznaczone pod projektowany pas drogowy drogi wojewódzkiej nr 993 (jednostka ewidencyjna 180507_2 Nowy Żmigród, obręb 0014 Nowy Żmigród): 990, 738 (738/1, 738/2, 738/3), 734 (734/1, 734/2), 538 (538/1, 538/2, 538/3), 733 (733/1, 733/2), 732 (732/1, 732/2), 731 (731/1, 731/2), 729 (729/1, 729/2, 729/3, 729/4), 728 (728/1, 728/2), 727 (727/1, 727/2), 726 (726/1, 726/2), 545 (545/1, 545/2, 545/3), 725 (725/1, 725/2), 724 (724/1, 724/2), 723 (723/1, 723/2, 723/3, 723/4), 722 (722/1, 722/2, 722/3, 722/4), 721 (721/1, 721/2, 721/3), 720 (720/1, 720/2), 712 (712/1, 712/2), 713 (713/1, 713/2), 707 (707/1, 707/2), 706 (706/1, 706/2), 705 (705/1, 705/2), 702/1 (702/3, 702/4, 702/5), 700, 701 (701/1, 701/2), 984 (984/1, 984/2, 984/3), 1257 (1257/1, 1257/2, 1257/3), 1240 (1240/1, 1240/2), 1241 (1241/1, 1241/2, 1241/3), 1242, 1243, 1244, 1246 (1246/1, 1246/2, 1246/3), 1245/1 (1245/3, 1245/4, 1245/5), 1245/2 (1245/6, 1245/7, 1245/8), 1204 (1204/1, 1204/2), 1501 (1501/1, 1501/2), 1504 (1504/1, 1504/2), 1505 (1505/1, 1505/2), 1506 (1506/1, 1506/2), 1507 (1507/1, 1507/2), 1508 (1508/1, 1508/2).

W przypadku projektowanego pasa drogowego drogi gminnej 113520R, ulica Stara Żmigrodzka (jednostka ewidencyjna 180507_2 Nowy Żmigród, obręb 0014 Nowy Żmigród) będą to działki o nr ewidencyjnych: 984 (984/1, 984/2, 984/3), 1245/1 (1245/3, 1245/4, 1245/5), 1246 (1246/1, 1246/2, 1246/3).

UWAGA: wytłuszczoną czcionką zaznaczono działki przeznaczone pod inwestycję; w przypadku działek podlegających podziałowi w nawiasach wskazano nr działek powstałych po podziale. Nie przesądzając niczego, ale wydaje się, że właśnie podział działek i wysokość odszkodowania będzie stanowiła największy problem, bo przykładowo posiadając jedną 30 arową działkę budowlaną trudno – bez stosownego, czyli wysokiego, odszkodowania – zgodzić się na sprzedaż 10 arów i pozostawić sobie 2 działki po 10 arów po obu stronach drogi...

Oprócz działek, które zostaną zajęte na budowę pasa drogowego, w Obwieszczeniu został także wyznaczony „teren niezbędny dla planowanych obiektów i robót budowlanych” (w prawie budowlanym i procedurach inwestycyjnych określenie to odnosi się do fizycznego obszaru działek lub ich części, który jest bezpośrednio zajęty pod inwestycję lub wymagany do jej przeprowadzenia) obejmujący działki o numerach ewidencyjnych (jednostka ewidencyjna 180507_2 Nowy Żmigród, obręb 0014 Nowy Żmigród): 734 (734/1, 734/2), 538 (538/1, 538/2, 538/3), 733 (733/1, 733/2), 732 (732/1, 732/2), 712 (712/1, 712/2), 713 (713/1, 713/2), 702/1 (702/3, 702/4, 702/5), 701 (701/1, 701/2), 984 (984/1, 984/2, 984/3), 1257 (1257/1, 1257/2, 1257/3), 1240 (1240/1, 1240/2), 1241 (1241/1, 1241/2, 1241/3), 1245/1 (1245/3, 1245/4, 1245/5), 1245/2 (1245/6, 1245/7, 1245/8), 1205/1, 1204 (1204/1, 1204/2), 1501 (1501/1, 1501/2), 1504 (1504/1, 1504/2), 1505 (1505/1, 1505/2), 1506 (1506/1, 1506/2), 1507 (1507/1, 1507/2), 1508 (1508/1, 1508/2), 1509.

Niewątpliwie, obwodnica Nowego Żmigrodu jest potrzebna, ale nie zmienia to faktu, że odbędzie się to kosztem utraty prawa własności do swojej ziemi przez wielu ludzi. Żyjemy w czasach, że tylko odpowiednio wysokie odszkodowanie, uwzględniające także niedogodności wynikające z podziału niektórych działek może spowodować, że cały proces zostanie przeprowadzony w sposób nie tylko skuteczny ale – przede wszystkim – przebiegający w atmosferze wzajemnego szacunku. I warto pamiętać o jednej rzeczy: inwestor powoła rzeczoznawców, którzy dokonają wyceny działek ale ci rzeczoznawcy będą reprezentować interesy inwestora! Inwestora a nie właściciela działki! Warto może też pamiętać, że ostatnio gmina Nowy Żmigród za działkę o powierzchni niecałych 20 arów przeznaczonej – w perspektywie – na budowę drogi do pól (albo na cmentarz w Nienaszowie) płaciła 20 zł za metr kwadratowy. A porównując znaczenie drogi do nienaszowskich pól i budowę obwodnicy Nowego Żmigrodu to skala wydaje się nieporównywalna...

 

SP_READ_MORE

Sami swoi

Ze sporym, bo 26 minutowym, opóźnieniem rozpoczęła się XXX Nadzwyczajna Sesja Rady Gminy, która 31 marca 2026 roku obradowała w Nowym Żmigrodzie. Zwoływanie sesji nadzwyczajnych (na 3 sesje Rady Gminy w 2026 roku, 2 były nadzwyczajne) może świadczyć o dwóch rzeczach: że radni nie mają nic do powiedzenia, więc zwoływanie sesji jest zbędne i drugie, znacznie ciekawsze, że Wójt składa wniosek o zwołanie takiej sesji, bo w innym przypadku radni dostaliby tylko połowę diety (§4 uchwały XXV/123/2025). A tak, za półtorej godziny siedzenia i podniesienie pary razy ręki te 500 zł wpadnie. Przed świętami… Taki bonus.

By jednak tradycji stało się zadość, skoro już poświęciłem trochę czasu na oglądanie tej sesji, wypadałoby to i owo o niej napisać. Radni jednogłośnie, bo jakże by inaczej, przyjęli „Gminny Program Wspierania Rodziny na lata 2026-2028”. Wprawdzie, aby zachować ciągłość, ten dokument powinien zostać przyjęty w grudniu 2025 roku, ale przecież to jest szczegół nie wart nawet wzmianki. Wprawdzie ktoś mógłby zadać pytanie: w oparciu o jakie podstawy prawne były prowadzone działania w I kwartale 2026 roku dotyczące wsparcia rodzin ale kogo to interesuje? Radnych? Nie wygłupiajmy się! Być może te pytania były zadawane w czasie posiedzeń komisji Rady o której Przewodniczący Rady wspomniał, ale – zgodnie ze żmigrodzką tradycją – pan Przewodniczący Rady o terminach posiedzeń komisji informuje tylko samych swoich, czyli radnych i sołtysów, bo „Rada jest nasza a nie wasza”. Wprawdzie art. 11b ustawy o samorządzie gminnym mówi, że „jawność działania organów gminy obejmuje w szczególności prawo obywateli do uzyskiwania informacji, wstępu na sesje rady gminy i posiedzenia jej komisji /…/”, ale widocznie ustawodawca swoje a Przewodniczący Rady Gminy w Nowym Żmigrodzie swoje. Wprawdzie to kiedyś może się źle skończyć dla naszych gminnych włodarzy i pewnie źle się skończy, ale – póki co – chwilo trwaj, chwilo jesteś piękna! Oczywiście, dzięki takim działaniom zarówno radni, których czasami ktoś pyta, dlaczego zachowują się na sesjach niczym pacynki podnoszące na komendę rączki, jak i sam pan Wójt mogą opowiadać hocki-klocki w rodzaju: wprawdzie na sesjach milczymy, ale na komisjach to ho-ho-ho jacy jesteśmy odważni i bojowi. Cóż… Są ludzie, którzy wierzą w bajki o latających smokach, więc być może są i ludzie, którzy wierzą w opowieści o radnych sprzeciwiających się woli Wójta. Podejrzewam jedna, że znakomita większość, gdy to słyszy, patrzy na rozmówcę z politowaniem. A potem na niego głosuje, bo to swój chłop… 

Zaraz po tym, gdy przyjęto „Gminny Program Wspierania Rodziny” radni z rozpędu przegłosowali „Program opieki nad zwierzętami bezdomnymi”, który będzie obowiązywał w 2026 roku. W stosunku do roku 2025 zwiększono o 5 tys. zł (z 65 na 70 tys. zł) wydatki na ten cel, zmieniono schronisko (było schronisko w Suchedniowie, będzie schronisko w Jaśle). Swoją drogą, jak nasza Gmina realizowała umowę ze schroniskiem „Baros” w Suchedniowie w ubiegłym roku, skoro – po kontrolach – to schronisko w lutym 2026 roku przestało przyjmować nowe psy? Jestem wszak święcie przekonany, że zanim nasza Gmina w ubiegłym roku podpisała umowę z „Barosem”, przedstawiciele UG sprawdzili, że to schronisko rzeczywiście zapewnia – jak to napisano w uchwale Rady Gminy – „odpowiednie warunki bytowe adekwatne do potrzeb danego gatunku, rasy, płci, wieku w tym utrzymanie zwierząt i miejsca ich przebywania w czystości”. Z pewnością w Urzędzie Gminy jest na to stosowny protokół z wizyty w Suchedniowie, bo dobrostan zwierząt wszystkim leży na sercu (§2 pkt. 5 uchwały nr XVI/78/2025). Radni na pewno o to pytali w ubiegłym roku, może nie na sesji, bo nie chcieli się wymądrzać, ale na posiedzeniu komisji. Gdyby któryś z radnych miał protokół z tej wizyty w Suchedniowie to proszę podesłać na adres email redakcji i my, by uniknąć niepotrzebnych pytań i zbędnych domniemań, go opublikujemy. Swoją drogą, gdyby nam dostarczono protokół z oględzin schroniska „Mordeczka” to też chętnie go opublikujemy. Należy dodać, że gwarantujemy anonimowość… Wprawdzie, jak – świadomie bądź nie – zdradził radny Adam Harowicz, w ubiegłym roku „żadne ze zwierząt nie trafiło do schroniska” ale otwartym pozostaje pytanie: czy zgodnie z cytowaną uchwałą za ubiegły rok nasza Gmina zapłaciła jakieś pieniądze tytułem „opłaty za utrzymanie miejsca w schronisku”?

Kolejnym punktem programu było przyjęcie uchwały o wyrażenie zgody na zakup działki o numerze ewidencyjnym nr 1443 w Nienaszowie (polska.geoportal2.pl ułatwia jej znalezienie) o powierzchni 19,28 ara za kwotę 38 560 zł, co daje jakieś 2 tys. zł za ar, czyli 20 zł za m2. Jako, że nie interesowałem się cenami działek budowlanych na obrzeżach Nienaszowa, nie wiem, czy to dużo, mało czy w sam raz? Działka – jak przekonywał Wójt – jest potrzebna po to, by połączyć drogę wiodącą w stronę cmentarza w Nienaszowie (działka nr 1789) z drogą powiatową Toki - Kobylany, co znacząco skróci dojazd mieszkańców Sośnin do centrum Nienaszowa i ułatwi dojazd do pól. Oczywiście, pod warunkiem, że Gmina wykona 315 m drogi na tej działce… Przewodniczący Rady, nie wiadomo w sumie po co, wygłosił sakramentalną formułkę: czy państwo chcecie zadawać pytania? ale radni postanowili się zachować wstrzemięźliwie i pytań nie zadawać. Czy potrafimy wyobrazić sobie taką sytuację, że w Radzie Gminy Nowy Żmigród znalazł się radny, który zapytał: czy wszyscy mieszkańcy naszej Gminy mają już zapewniony dojazd do własnych domów, że zamierzamy wydać kilkadziesiąt, a w perspektywie kilkaset tysięcy złotych, by paru osobom ułatwić dojazd do pól czy skrócić o dwa kilometry drogę na cmentarz? Wprawdzie wyobraźnia to cenna rzecz ale takiego pytania sobie nie wyobrażam. Zresztą nie tylko ja. Radni wolą skupić się na tym, co ważne dla nich osobiście a nie na tym, co ważne dla innych. Zgodnie ze starym powiedzeniem o kożuchu i koszuli… By zatem nie stwarzać problemów, radni – jednogłośnie oczywiście – decyzję podjęli. Z lekkimi problemami, bo zawiódł sprzęt do głosowania ale decyzje podjęli.

A potem jeszcze – też z rozpędu! – podjęli decyzje o przeznaczeniu 60 tys. zł na nowy samochód policyjny, bo Policja w naszym kraju w ostatnich latach tak zeszła na psy, że aby kupić nowy samochód za 200 tys. zł, to okoliczne samorządy muszą dołożyć połowę kwoty. I tak: Nowy Żmigród dołoży 60 tys., Osiek Jasielski 30 a Krempna 10 tys. Dyskusji też nie było, bo skoro Wójt powiedział, że została podjęta taka decyzja, to nad czym niby mieli radni jeszcze dyskutować? I po co? Przy okazji jeszcze radni zmienili uchwałę budżetową a następnie przegłosowali zmiany w Wieloletniej Prognozie Finansowej. Wprawdzie, kolejność głosowania powinna być odwrotna, czyli wpierw WPF (art.  230 ust. 6 ustawy o finansach publicznych) a potem zmiany w budżecie, ale widocznie Przewodniczący Rady jeszcze tego nie doczytał. Swoją drogą, nigdy jeszcze w historii nie było w naszej Gminie sytuacji, by radni zadali kiedykolwiek pytanie w kwestii WPF. Zresztą, żeby o tym dyskutować trzeba mieć choćby elementarną wiedzę… A czy radni mają taką wiedzę? Cóż… Aby zostać radnym nie trzeba mieć doświadczenia, znajomości procedur, prawa administracyjnego, finansów publicznych. Można nawet nie wiedzieć, czym jest Wieloletnia Prognoza Finansowa, a podejmować decyzje o wielomilionowych inwestycjach. To trochę tak, jakby pozwolić kierowcy bez prawa jazdy prowadzić autobus szkolny. Absurdalne? A jednak dokładnie tak to działa. I to nie złośliwość, tylko fakt. Gdy słucham jak wiceprzewodniczący Rady łamiącym się ze wzruszenia głosem składa podziękowania dla Wójta za przeznaczenie pieniędzy na remont Domu Ludowego w Nienaszowie, to aż mi się chce krzyknąć: panie radny! Podziękowania należą się wszystkim: panu, mnie, pani Kasi z Biedronki i panu Józkowi, bo to my jesteśmy sponsorami tej inwestycji! Bo to nasze pieniądze, te z naszych podatków. Z VAT-u płaconego przy kasie. Z PIT-u, który znika z pensji. Z opłat lokalnych, akcyzy, składek, koncesji. Z dotacji unijnych, które również pochodzą z budżetów państw członkowskich – czyli… z naszych podatków, tylko przez Brukselę. To, my, obywatele jesteśmy sponsorami samorządu! A tak przy okazji tej wypowiedzi, znalazłem gdzieś w Internecie taki wierszyk, który radnym może się przydać: Wójcie, o mój wójcie, tyś ojcem, a nawet matką wspólnoty, Słońcem naszej gminy, otaczasz nas swoją miłością i troską, za co ci dziękujemy! Lepiej być przygotowanym, by inni nie ubiegli… A gdyby jeszcze pan Przewodniczący Rady tymi prostymi, a jakże prawdziwymi, słowami otwierał każdą sesję Rady Gminy? 

Przez kilka miesięcy, z różnych powodów (przede wszystkim zainteresowań historycznych), portal praktycznie wcale nie zajmował się funkcjonowaniem naszego lokalnego samorządu. Byliśmy ciekawi, co przez ten czas, gdy nikogo nie krytykowaliśmy, się zmieniło i niestety, z przykrością należy stwierdzić, że kompletnie nic! Było to co jest. Skoro zatem nic się nie zmieniło, to najwyższa pora znowu zacząć opisywać skrzecząco-groteskową gminną rzeczywistość… :)

SP_READ_MORE

Ludzie książki piszą - część druga

Zgodnie z obietnicą przedstawiamy drugą część recenzji książki autorstwa Jerzego Józefa Dębca "Z dziejów Nowego Żmigrodu w latach 1800-2000"...

Rozdział drugi ma tytuł “Historia sądu w Nowym Żmigrodzie”. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że długoletnie istnienie instytucji, po której szczęśliwie pozostał budynek obecnego liceum godne jest opisania. Jednak czy “autor” podołał temu zadaniu? Przekonajmy się. Rozdział ten dzieli się na cztery części.

Pierwsza (str. 189) ma tytuł: “Sąd okręgowy, powiatowy i grodzki w Żmigrodzie i jego pracownicy”, gdzie możemy przeczytać 13 linijek wstępu: “Sąd w Nowym Żmigrodzie powstał w połowie XIX wieku, prawdopodobnie w 1850 r. Na mocy dekretu ustanowiono wtedy sąd okręgowy w obwodzie jasielskim. Następnie powstały sądy powiatowe i grodzkie. Żmigrodzki sąd rozpoczyna działalność jako urząd okręgowy, następnie powiatowy i grodzki.” Niestety “autor” nie wyjaśnia różnicy między tymi nazwami, nie tłumaczy dlaczego one się zmieniały, nie odnosi się np. do zmian w podziale administracyjnym Galicji, który miał na to wpływ, nie pisze nic o tym, że sąd utworzył austriacki zaborca, że na jego funkcjonowanie miała np. wpływ okupacja rosyjska z lat 1914-1915, ani o tym, że od jesieni 1918 r. była to już instytucja polska. Widocznie czytelnik sam ma o tym wiedzieć.

Dalej “autor” pisze: ”Poniżej przedstawiam informacje dotyczące pracy sądu w Żmigrodzie, zaczerpnięte z archiwalnej prasy. Na podstawie wycinków prasowych można się dowiedzieć, kto pełnił rolę notariusza, a kto adwokata, a wreszcie, kto przeciw komu występował w sądzie. W prasie można odnaleźć bardzo ciekawe i wartościowe informacje historyczne. Zapraszam do prześledzenia wydarzeń sądowych w okresie od 1850 do II wojny światowej.” Czyli nie poznamy historii sądu, napisanej przez J.J. Dębca, ale poznamy treść wycinków prasowych, mówiących o jego funkcjonowaniu, a także takich, które sąd zalecił opublikować, rozpatrując różnorakie sprawy. “Autor” dodaje: “Niektóre teksty z prasy zostały przepisane z powodu ich złej jakości i nieczytelności, te dobrej jakości pozostawiłem w oryginale. Przepisany tekst ze skanów artykułów jest zgodny z oryginalnym zapisem w języku epoki.”

Na kolejnych stronach (str. 189-217) możemy przeczytać 60 przepisanych i 19 podanych w formie zdjęcia, w żaden sposób nieskomentowanych notatek prasowych, dotyczących różnych spraw związanych z funkcjonowaniem sądu. Czy ta chronologiczna mozaika z lat 1853-1934 ma sens? “Autor” na str. 217 wyjaśnia po co ją “stworzył”: “Skoncentrowałem się na najważniejszych wydarzeniach jakie rozstrzygał sąd w sprawach międzyludzkich lub gdy obwieszczał konkursy, czy ogłoszenia o pracę.” Dziwnym nam się wydaje, że za jedną z najważniejszych spraw J.J. Dębiec uznał np. sprawę sądowej licytacji pola właściciela X, z której to pieniądze pójdą dla pana Y, bo X pożyczył od Y pieniądze i ich nie oddał. Trudno uznać za najważniejszą sprawę mieszkańców Gorzyc, czy Łysej Góry, którzy zostali przez sąd uznani za marnotrawców. Szkoda, że J.J. Dębiec nie wyjaśnił jakie skutki prawne taka decyzja za sobą pociągała. Nie sądzimy też, że najważniejszą sprawą dla funkcjonowania sądu jest prawne uznanie kogoś za obłąkanego. Pada tam nazwisko i miejscowość. Po co to przepisywać? Przypominać po niemal 120 latach?

Na str. 217 J.J. Dębiec pisze, że dzięki przeglądaniu starych gazet mógł ustalić kto i w jakim charakterze w sądzie pracował. Efekt swojej pracy, czyli druga, trzecia i czwarta część rozdziału zostały zaprezentowane na kolejnych stronach. Na str. 218 jak nagłówek głosi, zamieszczono spis sędziów z lat 1869-1932. Jednak uważny czytelnik dostrzeże tam również, oprócz nazwisk i dat takie nazwy jak adiunkt, kancelista, urzędnik sądu, naczelnik sądu, kierownik kancelarii sądu, kierownik sekretariatu sądu, sekretarz sądu, prezes sądu. Żadna z tych nazw nie jest wyjaśniona, więc czy każdy z nich był sędzią? “Autor” pozostawia nas w niepewności.

Na str. 219-220 czytamy spis adwokatów z lat 1900-1944. Jednak uważny czytelnik znajdzie tam również nazwę kurator sądowy. “Autor” znowu pozostawia nas w niepewności i nie wyjaśnia czy te funkcje są tożsame.

Na str. 220 J.J. Dębiec zamieścił spis oskarżycieli sądowych z lat 1878-1918. Chociaż ostatni na liście Adolf Kłapkowski, według tego co tu napisano, pełnił tę funkcję w latach 1905-1914.

Wszystkie te spisy, jak przyznaje “autor” są niepełne.

Na tym rozdział pt. “Historia Sądu w Nowym Żmigrodzie” się kończy. Zatem czy zadanie napisania historii instytucji sądu J.J. Dębiec wykonał? Naszym zdaniem nie. Poza tym czy ta “historia” jest napisana, czy przepisana?

Przechodzimy do trzeciego rozdziału książki (str. 221-309), który ma tytuł “Historia poczty i telegrafu w Nowym Żmigrodzie”. Rozpoczyna go tekst pt. “Historia Poczty Polskiej”. Nie jest on opatrzony przypisem, więc spodziewamy się, że wreszcie jest to jakiś oryginalny tekst J.J. Dębca. Znowu przeżywamy rozczarowanie. Właściwym autorem tekstu jest pan Feliks Źrebiec. Każdy może to sprawdzić.

Na str. 221-228 pan “autor”, bez porozumienia z panem Feliksem Źrebcem, wydrukował w całości jego tekst z nr 1 “Regionu Żmigrodzkiego” z 2009 (str. 15) pt. “Z dziejów Poczty Polskiej”: https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202009/01_2009.pdf i tekst pt. “Poczta Polska cz. II” z nr 2 z 2009 (str. 14-15): https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202009/02_2009.pdf. Jakim prawem to zrobił? Jakim prawem przedrukował oba teksty i nadał im inny tytuł?

Kolejną częścią rozdziału o poczcie jest przedrukowany w całości artykuł pt. “Wiejski listonosz” autorstwa… Feliksa Źrebca, który ukazał się w “Regionie Żmigrodzkim” w nr 3 z 2009 r. (str. 15): https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202009/03_2009.pdf. Jakim prawem “autor” umieścił go w “swojej książce” na stronach str. 228-231?

Następnie, u dołu str. 231-232 znajduje się tytuł “Historia Poczty Polskiej w Żmigrodzie”, a pod nim 10 linijek tekstu, który nas informuje, że za chwilę przed naszymi oczami zostaną nakreślone fakty, “jakie miały miejsce w historii poczty żmigrodzkiej na podstawie “Kroniki Urzędu Pocztowego” z roku 1978, napisanej na zlecenie naczelnika tego urzędu, a także doniesień opublikowanych w ówczesnych gazetach.” Dowiadujemy się też, że opracowanie graficzne kroniki przygotowała Irena Sroczyńska, a zarys historyczny opracował Karol Bal.

A więc co my teraz będziemy czytać? Tekst napisany przez J.J. Dębca “na podstawie kroniki”? A może jednak, nauczeni doświadczeniem poprzednich rozdziałów, będziemy po prostu czytać kronikę? Jak państwo myślicie? Oczywiście zaskoczenia brak. Na str. 232-299 został przedrukowany tekst “Kroniki Urzędu Pocztowego w Nowym Żmigrodzie”, której oryginał, jak czytamy na str. 233 znajduje się w Muzeum w Nowym Żmigrodzie. Jest to interesujący dokument z czasów PRL, gdzie znajdziemy nie tylko informacje o samym urzędzie, o życiu codziennym w Nowym Żmigrodzie, ale i m.in. dane personalne pracowników z lat 1945-1982.

Na str. 298 znajduje się ostatni wpis kroniki, który pozwolimy sobie zacytować w całości: “Dnia 31 grudnia 1982 r. Z datą dzisiejszą Karol Bal zakończył prowadzenie kroniki a zarazem wszystkie czynności związane z pracą naczelnika poczty w Nowym Żmigrodzie.” Co ciekawe “autor” utworzył przypis dolny do tej notki, którego treść również pozwolimy sobie zacytować w całości: “Kronika Urzędu Pocztowego w Nowym Żmigrodzie, opracowała graficznie i przepisała Irena Sroczyńska, zarys historyczny opracował Karol Bal. Całość opracował Jerzy Dębiec". Czy my dobrze rozumiemy? Pracownikiem poczty w Nowym Żmigrodzie, jej naczelnikiem od 1955 do 1982 i kronikarzem był Karol Bal. Kronikę tę przypuszczalnie pisał ręcznie. Po latach przepisała ją do edytora i opracowała graficznie Irena Sroczyńska. Kronikę wydrukowano i dokument w takiej formie trafił do muzeum. To co oznaczają słowa, że J. Dębiec “opracował całość”? Może ktoś to wyjaśnić?

Na str. 299 znajduje się spis naczelników żmigrodzkiego urzędu. Przy nazwisku obecnego naczelnika niespodziewanie pojawiają się informacje o kierowniku z końca XIX wieku, a poniżej i przez następne strony (do str. 309) znowu czytamy kilkanaście notek ze starej prasy, tym razem dotyczących urzędu pocztowego i telegrafu. “Autor” kończąc rozdział umieścił na str. 309 zwięzły opis obecnie funkcjonującego urzędu, gdzie podaje m.in. dane personalne pracowników z roku 2021.

Mamy za sobą ponad 300 stron książki, której “autorem” jest Jerzy Józef Dębiec, a jeszcze nie napotkaliśmy jego artykułu! Co jakiś czas pojawia się komentarz, kilka zdań wstępu, uzupełnienia, podsumowania, spisy urzędników, zbiory notatek prasowych… ale nic więcej. To tak się pisze książkę? Tak się ją sporządza? Tak się ją tworzy?

Rozdział czwarty ma tytuł “Historia Ochotniczej Straży Pożarnej w Nowym Żmigrodzie” i zajmuje str. 311-339. J.J. Dębiec stwierdza na początku, że historia OSP w Nowym Żmigrodzie “została opisana w książce Czesława Leosza (1925-2018) pt. “Ochotnicze Straże Pożarne w gminie Nowy Żmigród (w zarysie historycznym). Książka ta ukazała się w 2006 r. a rozdział pt. “Zarys dziejów OSP w Nowym Żmigrodzie” wydrukowano na str. 188-218. Jednak, jak dalej pisze J.J. Dębiec “nie wyczerpuje ona jednak tematu. Dlatego postanowiłem dokładniej zrelacjonować powstanie naszej jednostki OSP oraz jej działalność społeczną.”

I rzeczywiście “autor” staje się na chwilę rzeczywistym autorem tekstu. Prostuje błędy Czesława Leosza i cytuje stare gazety, aby poprzeć swoją tezę o roku powstania żmigrodzkiej straży ogniowej. Konfrontuje ustalenia Czesława Leosza z własnymi. Na str. 314 cytuje książkę jasielskiego adwokata, tak jak się powinno cytować (inna czcionka, dolny przypis).

Jednak już na następnej stronie niestety brakuje takich zabiegów, a przydałyby się, bo u Czesława Leosza czytamy (str. 193): “Natomiast od 1910 r. strażą pożarną kierował Zarząd OSP w składzie: Leon Karciński - prezes, Kazimierz Radwański - naczelnik. Sylwester Zapałowicz - (podano Sapałowicz) - zastępca naczelnika, Józef Niemiec - sekretarz i Aleksander Nagawiecki - instruktor pożarniczy. W tym czasie do straży należało 24-ch ochotników i cały korpus strażaków czynnych był podzielony na dwa oddziały ratunkowy i sikawkowo-wodny, w celu skuteczniejszego działania w czasie akcji przy gaszeniu pożaru. Straż w tym okresie była wyposażona prawdopodobnie w 2 sztuki sikawek: jedna czterokołowa tzw. “wiedeńska” i druga przenośna tzw. “sanocka sikawka przenośna nr 56a” oraz sprzęt podstawowy m.in. bosaki, drabiny, siekiery, łomy i hełmy bojowe.” I widzimy, że w 2006 r. pan Leosz, pisząc książkę, wiele faktów ustalił.

A potem czytamy w książce “autorstwa” J.J. Dębca (str. 315): “Od 1910 r. strażą pożarna (sic!) kierował zarząd OSP w składzie: Leon Karciński - prezes (był burmistrzem od 1905 roku), Kazimierz Radwański - naczelnik, Sylwester Zapałowicz - zastępca prezesa, Józef Niemiec - sekretarz i Aleksander Nagawiecki - instruktor pożarniczy. Do straży należało 24 ochotników. Straż w tym okresie posiadała dwie sztuki sikawek: jedną czterokołową tzw. “wiedeńską” i drugą przenośną tzw. “sanocką sikawkę przenośną nr 56a” oraz sprzęt podstawowy m.in. bosaki, drabiny, siekiery, łomy i hełmy bojowe.” I widzimy, że w 2024 r. “autor” przepisuje, usuwa niektóre zdania, zmienia formę gramatyczną i nie ma wątpliwości co do ilości sikawek.

I taką formę zaczyna przybierać ten rozdział. Kolejne akapity to krótkie prostowanie błędnych informacji podanych przez Czesława Leosza, a następnie kopiowanie fragmentów jego artykułu, bez cudzysłowia i przypisu, tak jakby to J.J. Dębiec był jego autorem.

Podajmy kilka przykładów:

Fragment tekstu Czesława Leosza ze str. 194-195: “Józef R. Szaflik w opracowaniu pt. Dzieje OSP (2001) podaje, że na terenie powiatu jasielskiego w 1905 r. działało 6 straży pożarnych, które przyjęły obowiązki na siebie “straży pożarnej gminnej” w miejscowościach w Dębowcu (12 strażaków), we Frysztaku (5), Jaśle (38), Kołaczycach (21), Osieku (10), Żmigrodzie Nowym (25). Poza tym na terenie wiejskim działały dwie straże i 1 straż zawodowa w Jaśle - wówczas do straży należało 150-ciu strażaków ochotników.” Pan Leosz opatrzył ten fragment przypisem, w którym podaje numery stron cytowanej książki.

Na str. 319 książki “autorstwa” J.J. Dębca czytamy: “Józef R. Szaflik w opracowaniu Dzieje ochotniczych straży pożarnych (wyd. w 1985 i 2001 r.) podaje, że na terenie powiatu jasielskiego w 1905 r. działało 6 straży pożarnych, które przyjęły na siebie obowiązki “straży pożarnej gminnej”. Były to jednostki w miejscowościach: Dębowiec - 12 strażaków, Frysztak - 5, Jasło - 38, Kołaczyce - 21, Osiek - 10, Żmigród Nowy - 25. Poza tym na wsi działało 2 straże i 1 straż zawodowa w Jaśle. Łącznie do straży należało 150 strażaków ochotników.” J.J. Dębiec nie opatrzył tego fragmentu żadnym przypisem.

A teraz dłuższy fragment książki Czesława Leosza ze str. 195-196: “W 1921 r. na Walnym Zgromadzeniu mieszkańców i strażaków ochotników z przed 1914 r. zwołanym przez ówczesnego burmistrza Antoniego Sęczaka została reaktywowana Ochotnicza Straż Pożarna w Nowym Żmigrodzie. Wybrano wówczas zarząd OSP w składzie: Leon Karciński - prezes OSP, Konstanty Iwanyna - naczelnik (b. policjant), Stanisław Myczkowski - sekretarz, Kazimierz Radwański - zastępca naczelnika, Józef Niemiec - skarbnik i gospodarz, Aleksander Nagowiecki (sic!) - czł. Zarządu i instruktor pożarniczy. Do straży wówczas przystąpiło 16-tu strażaków ochotników. Zarząd OSP i strażacy podpisali statut i wraz z protokołem z zebrania przesłano na ręce naczelnika Okręgu Związku OSP w Jaśle dr Jana Wilusza do rejestracji. W latach 1921-1925 straż żmigrodzka dość intensywnie się rozwijała, została zaopatrzona w podstawowy sprzęt strażacki, zbudowano z drewna strażnicę z wieżą do suszenia węży i zakupiono sikawkę czterokołową we Lwowie w ówczesnym “Lwowskim Biurze Handlowym” - Lwów ul. Kościuszki 4. Wprawdzie były pewne perturbacje z zakupem sikawki produkcji sanockiej ale naczelnik Konstanty Iwanyna pobrał (ponoć) w Fabryce Budowy Wagonów i Maszyn w Sanoku - na kredyt wystawiając z upoważnienia Rady gminy weksle gwarancyjne. Sikawka zakupiona w 1922 r. służyła strażakom do wybuchu II-giej wojny światowej i w 1944 r. żołnierze niemieccy używali jej do wypompowywania wody deszczowej z okopów - na terenie Łysej Góry. Gdy straż uporała się ze sprawami organizacyjnymi i zaopatrzeniem w sprzęt strażacki Zarząd OSP przystąpił do szkolenia wszystkich strażaków na kursach podstawowych, które organizowano w Nowym Żmigrodzie.”

Porównajmy to z książką J.J.Dębca, który na str. 318-319, no właśnie pisze, czy przepisuje?

“Wiele nieścisłości zakrada się w informacjach pana Leosza, który napisał o utracie praw miejskich w 1919 roku, a także to, że w 1921 r. burmistrzem był Antoni Sęczak. Niestety informacje te zakłamują historię. Jak już wspomniałem od 1905 roku nieprzerwalnie (sic!) aż do roku 1934 burmistrzem był Leon Karciński, zasłużony działacz społeczny. Burmistrz Antoni Sęczak nie mógł więc - jak napisał pan Leosz - zwołać w 1921 r. zebrania i aktywować OSP w Nowym Żmigrodzie. Najprawdopodobniej dokonał tego burmistrz Leon Karciński, który po powrocie do Żmigrodu w 1917 roku zwołał owo zebranie, na którym podjęto uchwałę o reaktywacji OSP w Nowym Żmigrodzie. Wybrano wówczas zarząd OSP w składzie: Leon Karciński (burmistrz) - prezes OSP, Konstanty Iwanina (sic!) (były policjant austriacki) - naczelnik OSP, Stanisław Myczkowski - sekretarz, Kazimierz Radwański - zastępca naczelnika, Józef Niemiec - skarbnik i gospodarz, Aleksander Nagawiecki (sic!) - członek zarządu i instruktor pożarniczy. Do straży wówczas przystąpiło 16 strażaków ochotników. Protokół z zebrania oraz podpisany statut przesłano na ręce naczelnikowi Okręgu Związku OSP w Jaśle - dr. Janowi Wiluszowi - do rejestracji. W kolejnych latach straż żmigrodzka dość intensywnie się rozwijała, została zaopatrzona w podstawowy sprzęt strażacki, zbudowano drewna (sic!) strażnicę z wieżą do suszenia węży i zakupiono we Lwowie sikawkę czterokołową. Natomiast sikawkę tzw. “sanocką” podobno zakupił naczelnik Konstanty Iwanina (sic!) na kredyt, zastawiając (sic!) z upoważnienia Rady gminy weksel gwarancyjny. Sikawka ta służyła do wybuchu II wojny światowej, a w jej trakcie używali jej Niemcy do wypompowywania wody z okopów w Łysej Górze. Po zdobyciu wyposażenia i sprzętu do gaszenia pożarów, przystąpiono do szkolenia wszystkich strażaków.”

Każdy może ocenić podobieństwa i różnice… Swoją drogą J.J.Dębiec zapowiadał, że dokładniej niż Czesław Leosz opisze działalność OSP, a skraca jego tekst i zmienia np. prawidłowe nazwisko Konstanty Iwanyna na Iwanina, czy prawidłowe wyrażenie “wystawić weksle” na “zastawić weksel”. Czy te zmiany nie zafałszowują czasem historii?

Porównajmy kolejny fragment. Na str. 197 Czesław Leosz pisze: “Taki stan rzeczy trwał do wybuchu II-giej wojny światowej w 1939 r. Po zajęciu Nowego Żmigrodu i całej gminy przez żołnierzy niemieckich w dniu 8 września 1939 r. mieszkańcy doznali szoku moralnego i gdy opadły emocje zaczęli kalkulować na zimno sytuację polityczną. Strażacy i wszystkie jednostki w gminie pełniły swój obowiązek w myśl zasady niesienia pomocy bliźniemu - gasili pożary i udzielali pomocy wszystkim pogorzelcom wspólnie z parafiami, gdy zachodziła tego potrzeba. Okupant nie zlikwidował jednostek straży pożarnych tylko z punktu praktycznego, ale ograniczył ich samorządność.”

A na str. 320 “swojej” książki J.J.Dębiec przepisuje i nieznacznie zmienia: “Taki stan rzeczy trwał do wybuchu II wojny światowej. Po zajęciu Żmigrodu przez żołnierzy niemieckich w dniu 8 września 1939 r. mieszkańcy doznali szoku, dopiero po opadnięciu emocji zaczęli na chłodno oceniać sytuację polityczną. Okupant nie zlikwidował jednostek straży pożarnej z punktu widzenia praktycznego, tylko ograniczył ich samodzielność. Strażacy we wszystkich jednostkach w gminie nadal pełnili swoje obowiązki - w myśl zasady niesienia pomocy bliźniemu - gasili pożary i udzielali pomocy (wraz z parafiami) wszystkim pogorzelcom, gdy zachodziła taka potrzeba.”

Nie będziemy cytować i porównywać kolejnych akapitów, choć tak należałoby zrobić. Może powinniśmy napisać trzecią część recenzji poświęconą tylko temu rozdziałowi? W tym artykule zajęłoby to zbyt dużo miejsca. Jednak już to, co zaprezentowaliśmy pokazuje metodę “stworzenia” tego rozdziału: skopiować, wkleić, zmienić gramatykę, niektóre zdania przenieść wyżej, zmienić kolejność akapitów itd. itd. Jest tylko jedno pytanie: Jakim prawem? Czesław Leosz zmarł w 2018 r. i raczej nie wyraził zgody na takie potraktowanie swojej pracy. Co na to jego spadkobiercy?

Czesław Leosz napisał książkę o OSP w 2006 r. Kończąc rozdział o żmigrodzkiej straży pisze stanie jednostki z tego właśnie roku (str. 216-217): “Jednostka liczy 45 członków, w tym dwie drużyny młodzieżowe, 2-ch członków wspierających oraz 4-ch członków honorowych. Działalnością kieruje Zarząd OSP wybrany w styczniu 2006 r. w składzie: 1. Jan Smyka - prezes, 2. Zdzisław Gołębiowski - naczelnik, 3. Dariusz Gołębiowski -zast. naczelnika, 4. Krzysztof Baraś - sekretarz, 5. Janusz Brożyna - skarbnik, 6. Paweł Bazan - gospodarz. Komisja rewizyjna: 1. Andrzej Gołębiowski - przewodniczący, 2. Maciej Bartuś - członek, 3 Józef Smyka - członek. Drużyna bojowa I sekcja: 1. Piotr Bazan, 2 . Andrzej Biernacki, 3. Tomasz Gołębiowski, 4. Radosław Krajciewicz, 5. Józef Krężel, 6. Robert Sowa, 7. Aleksander Smyka, 8. Robert Spólnik, 9. Waldemar Strzelec.”

Na str. 334 w książce J.J. Dębca czytamy o 2006 r.: “Jednostka liczyła 45 członków, w tym dwie drużyny młodzieżowe, dwóch członków wspierających oraz czterech członków honorowych.

Działalnością kierował Zarząd OSP wybrany w styczniu 2006 r. w składzie:” I tu pan Dębiec powtarza wszystkie nazwiska zasiadających w zarządzie i komisji rewizyjnej, w takim samym porządku. Jednak “drużyna bojowa I sekcja” ma w “jego” książce następujący skład: “1. Piotr Bazan, 2 . Andrzej Biernacki, 3. Tomasz Gołębiowski, 4. Radosław Krajciewicz, 5. Józef Krężel, 6. Robert Sowa, 7. Aleksander Smyka, 8. Robert Spólnik, 9. Waldemar Strzelec, 10. Jerzy Dębiec.”

Czy ta zmiana czasem nie zafałszowuje historii?

Rozdział piąty ma tytuł “Historia banku w Nowym Żmigrodzie” i składa się z dwóch podrozdziałów. Pierwszy z nich pt. “Towarzystwo Zaliczkowe w Nowym Żmigrodzie - geneza powstania” (str. 341-350) jest przedrukiem “Kroniki Banku w Nowym Żmigrodzie”, zaś drugi pt. “Dokumenty, ogłoszenia i zawiadomienia związane z działalnością Kasy Zaliczkowej w okresie jej działalności” (str. 350-359) to przypadkowy zbiór głównie prasowych ogłoszeń i zdjęć, które jak i poprzednio pojawiają się tu bez komentarza, bez omówienia i z ewidentnymi błędami.

Przykład? Proszę. Na s. 355 “autor” publikuje zdjęcie “Zjazdu gospodarczego w Nowym Żmigrodzie”, które pochodzi z Narodowego Archiwum Cyfrowego sygn. 3/1/0/8/572. Tylko dlaczego J. J. Dębiec jako źródło podaje Archiwum TMNŻ? I dlaczego lokalizuje to zdjęcie na rok 1911, skoro widać wyraźnie, że przed budynkiem Towarzystwa Zaliczkowego (dzisiejszy GOK) stoi m.in. nauczyciel Daniel Grün w mundurze Wojska Polskiego? Czy “autor” nie wie, że pan Grün, jak można przeczytać w kronice szkoły, sprowadził się w Nowego Żmigrodu w 1922 r. i raczej nie mógłby w 1911 r. w mundurze oficera Wojska Polskiego paradować po ulicy?

Sprawa użycia zdjęć w omawianej przez nas książce również wymaga zbadania. My na razie skupiamy się na tekstach. Wróćmy zatem do tekstu pt. “Towarzystwo Zaliczkowe w Nowym Żmigrodzie - geneza powstania”, gdyż był on już niegdyś drukowany. W sześciu częściach ukazał się w “Regionie Żmigrodzkim” w roku 2011.

Część pierwsza w nr 2 (str. 5):

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202011/02_2011.pdf

Część druga w nr 3 (str. 11): https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202011/03_2011.pdf

Część trzecia w nr 4 (str. 15): https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202011/04_2011.pdf

Część czwarta w nr 5 (str. 5): https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202011/05_2011.pdf

Część piąta w nr 7 ( str. 14) https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202011/07_2011.pdf

Część szósta w nr 8 (str. 7)

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202011/08_2011.pdf

Wszystkie te artykuły mają tytuł “Towarzystwo Zaliczkowe w Żmigrodzie Nowym” i są podpisane tak samo:Zofia Bilska (na podstawie kroniki BS w Nowym Żmigrodzie)”. W książce “autorstwa” J.J. Dębca tej informacji nie ma. A teksty są niemal identyczne. Niemal, gdyż “autor” inaczej podzielił akapity, dokonał kilku zmian, np. wyraz “renesans” zastąpił “odrodzeniem”, usunął niektóre fragmenty i dopisał współczesne informacje o banku.

Jakim prawem J.J. Dębiec przedrukował te artykuły? Jakim prawem dokonał w nich zmian, skoro nie jest ich autorem?

Rozdział szósty (s. 361-374) pt. “Historia tartaku w Mytarce”, jak głosi przypis dolny (s. 361) “został napisany na podstawie materiałów zgromadzonych w Archiwum Towarzystwa Nowego Żmigrodu oraz: Eugeniusz Morawski, Historia powstania tartaku w Mytarce, “Region Żmigrodzki” 2003 (...)” i tu padają numery gazety i strony, na których artykuły się ukazywały. Intryguje nas stwierdzenie “został napisany na podstawie”. Rozumiemy, że J. J. Dębiec zgromadził jakieś dokumenty, archiwalia, może relacje pracowników, przeczytał też bardzo uważnie pracę p. Eugeniusza Morawskiego (1917-2007), która ukazała się w “Regionie” w 9 częściach (z czego ostatnia jest życiorysem autora), a następnie “na podstawie” tego wszystkiego napisał ten rozdział. Czy tak jest? Bynajmniej.

W tym rozdziale “autor” przepisał artykuły p. Eugeniusza Morawskiego prawie w całości. Prawie, bo poprzestawiał niektóre zdania, inaczej podzielił akapity i usunął np. akapit: “Za czasów austriackich wśród robotników naftowych w kopalniach działała Unia Górników (UG) przekształcona w 1918 roku w Związek Robotników Przemysłu Górniczego w Polsce (ZRPG), a po zjednoczeniu z Polskim Związkiem Zawodowym (w 1924 roku) utworzono Centralny Związek Górnictwa w Polsce z siedzibą w Krakowie (CZG). Działaczami w zagłębiu krośnieńskim byli m.in. Karol Pilch, Antoni Bocheński, Feliks Baranowski, Emil Jerzyk. Związek miał szereg osiągnięć w latach 1928 i 1934, kiedy to przemysłowcy naftowi wypowiedzieli umowę zbiorową, żądając 17% obniżki płac robotniczych i zmian urlopów. CZG obronił górników, zawierając nowy układ, który obniżył płace tylko o 1% i utrzymał 46-godzinny tydzień pracy.”

Dlaczego J. J. Dębiec uznał, że ten akapit jest niepotrzebny? Dlaczego uznał, że artykuł p. Morawskiego należy poprawić?

Podajemy linki do archiwalnych numerów “Regionu Żmigrodzkiego” z 2003 r. Zachęcamy do samodzielnego sprawdzenia podobieństw i różnic oryginalnych tekstów Eugeniusza Morawskiego i tego, co zrobił z nimi J.J. Dębiec:

Część pierwsza w nr 2 (str. 13): https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/02_2003.pdf

Część druga w nr 3 (str. 7):

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/03_2003.pdf

Część trzecia w nr 4 (str. 15):

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/04_2003.pdf

Część czwarta w nr 5 (str. 15):

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/05_2003.pdf

Część piąta w nr 6 (str. 15):

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/06_2003.pdf

Część szósta w nr 7 (str. 15):

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/07_2003.pdf

Część siódma w nr 8 (str. 15):

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/08_2003.pdf

Część ósma w nr 9 (str. 15):

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/09_2003.pdf

Część dziewiąta (życiorys autora) w nr 10 (str. 15):

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/10_2003.pdf

Oprócz usuwania zdań, “autor” dokonuje redakcji i np. gdy Eugeniusz Morawski pisał: “Z naciskiem podkreślam, że w latach mojej pracy na stanowisku głównego księgowego oraz pełnionej równocześnie, z przerwami dodatkowej funkcji z-cy kierownika w latach 1954-1979, wielokrotnie zdarzały się przypadki (w dzień lub w nocy) wybuchu pożaru w hali traków, ale zakładowa sekcja straży pożarnej z komendantem Władysławem Walaszkiem na czele oraz cała załoga, tłumili pożary w zarodku.”

To “autor” postanowił to poprawić na:W latach pracy Eugeniusza Morawskiego na stanowisku głównego księgowego oraz pełnienia przez niego równocześnie, z przerwami, dodatkowej funkcji z-cy kierownika w latach 1954-1979, wielokrotnie zdarzały się przypadki (w dzień lub w nocy) wybuchu pożaru w hali traków, ale zakładowa sekcja straży pożarnej z komendantem Władysławem Walaszkiem na czele oraz cała załoga, tłumili pożary w zarodku.”

Czy ktoś kto tak robi z tekstem kogoś innego, staje się automatycznie jego współautorem?

Kolejny fragment autorstwa Eugeniusza Morawskiego, usunięty przez J.J. Dębca cytujemy w całości:

“Na zakończenie pragnę gorąco i serdecznie podziękować mojemu synowi Sławomirowi, który ofiarnie mnie wspierał radą i pomocą przy pisaniu dziejów Tartaku w Mytarce, jak również życzliwym mi osobom:

- panu Bolesławowi Thenowi, byłemu dyrektorowi, za życzliwą współpracę w latach 1972-1975 oraz przekazanie informacji na temat organizacji przemysłu drzewnego na Podkarpaciu,

- pani Alfredzie Stachurskiej, głównej księgowej, za udostępnienie dokumentów dotyczących ewidencji pracowników, parowego silnika tłokowego, ewidencji maszyn i urządzeń technicznych, produkcji itp.,

- pani Alfredzie Mroczce, za rozmowy na temat zbytu tarcicy eksportowej, innych materiałów tartych, ewidencję odbiorców,

- panu Władysławowi Walaszkowi za przeprowadzenie wielu rozmów i przekazanie informacji od ojca, Franciszka i sióstr Anny i Anieli na temat budowy tartaku przez hr. Potulickiego w latach 1895-1900,

- panom: Tadeuszowi Walaszkowi, Janowi Kuzneckiemu, Ignacemu Durałowi, Władysławowi Dębcowi za przeprowadzone rozmowy na temat odbudowy tartaku po wojnie oraz orkiestrze i kapelmistrzowi Michałowi Pai.

- pani Lucynie Pai za zdjęcia i rozmowy na temat jej ojca, Michała.

Dziękuję wszystkim tym, którzy pomagali mi w ustalaniu wielu faktów, a nie zostali imiennie wyszczególnieni. Pracownikom Tartaku ujętym w tej pracy oraz całej rzeszy niewymienionych, szczególnie pracownikom fizycznym, składam hołd za ich trud i ofiarną pracę. Wszystkich obejmuję serdeczną pamięcią."

Te wzruszające podziękowania zostały usunięte. Eugeniusz Morawski wykonał tytaniczną pracę, żeby opisać historię tartaku. To jest część jego dorobku. Zmarł w 2007 r., ale to ciągle on jest autorem artykułu. Dlaczego w 2024 r. ktoś decyduje, że tym autorem on być przestaje i zaczyna być tylko współautorem? Jakim prawem ktoś ingeruje i podpina się pod jego pracę?

Rozdział ten kończy “Nota biograficzna o autorze powyższych wspomnień”. Jak wspomnieliśmy Eugeniusz Morawski napisał swój życiorys i opublikował go w “Regionie Żmigrodzkim” w nr 10 z 2003 r. J.J. Dębiec przepisał i ten tekst, ale podobnie jak wcześniej zmienił 1. osobę liczby pojedynczej “ja” na 3. os. liczby pojedynczej - “on”.

Jakim prawem J.J. Dębiec przedrukował artykuły Eugeniusza Morawskiego i dokonał w nich zmian sugerujących, że jest ich współautorem?

Rozdział siódmy (s. 375-392) ma tytuł “Historia żmigrodzkich orkiestr dętych” i rozpoczyna się tak: “Przeanalizujemy historie orkiestr dętych, które prowadziły działalność na terenie Nowego Żmigrodu. Prowadzone były one przez różne osoby. Byli (sic!) to osoby świeckie, ale i duchowe (sic!), jak było w przypadku przedwojennej orkiestry dętej, którą założył i prowadził ksiądz Witkiewicz. Prześledzimy też historie (sic!) orkiestry tartacznej, najdłużej działającej na naszym terenie.” Cóż… informujemy, że według stopki redakcyjnej książka miała korektora i redaktora.

Po tym akapicie, który chyba jest oryginalnym tekstem J. J. Dębca, choć trudno stwierdzić kim są owi “my”, przedrukowane są w całości, łącznie z przypisami i zdjęciami dwa artykuły Sławomira Morawskiego (1953-2017). Pierwszy pochodzi z “Regionu Żmigrodzkiego” nr 3 z 2013 r. i ma tytuł “Żmigrodzkie orkiestry dęte” (str. 8-9): https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202013/03_2013.pdf Kolejne mają wspólny tytuł i są częściami jednego tekstu pt. “Orkiestra tartaku”. Zostały wydrukowane w “Regionie Żmigrodzkim” w 2013 r. Pierwsza część w nr 5 (str. 8-9): https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202013/05_2013.pdf. Druga w nr 6 (str. 6-7): https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202013/05_2013.pdf

W książce “autorstwa” J. J. Dębca znajdują się całe artykuły, ale brakuje informacji, że teksty te: “Na podstawie materiałów zgromadzonych przez Eugeniusza Morawskiego przygotował Sławomir Morawski” i “Sł. Morawski na podstawie wspomnień Eugeniusza Morawskiego.

Jakim prawem J.J. Dębiec przedrukował w całości te artykuły i dokonał w nich zmian?

Rozdział ósmy (s. 393-399) pt. “Historia Nadleśnictwa Nowy Żmigród” również nie jest autorstwa J. J. Dębca. Tym razem “autor” przepisał teksty autorstwa Łukasza Mazura (1938-2015), ale wprowadził do niego modyfikacje.

Łukasz Mazur swój czteroczęściowy artykuł pt. “Rys historyczny Nadleśnictwa Żmigród” opublikował oczywiście w “Regionie Żmigrodzkim”. Pierwszą część w nr 11 z 2003 r. (str. 7), drugą w nr 12 z 2003 r. (str. 7), trzecią w nr 1 z 2004 r. (str. 7), a czwartą w nr 2 z 2004 r. (str. 7). Jak łatwo można sprawdzić, J.J. Dębiec w “swojej” książce przepisał w całości tylko dwie z nich. Pierwszą:

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/11_2003.pdf i drugą: https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/12_2003.pdf

Dlaczego? “Autor” jeden wie, ale wychodzi na to, że po fragmencie o działalności nadleśnictwa z roku 1972 następuje akapit, którego autorem chyba jest J.J. Dębiec, gdzie mowa o powstaniu Magurskiego Parku Narodowego w 1995 r. Na końcu tego rozdziału “autor” dorzuca jeszcze kilka zdjęć, wycinków prasowych i informacji, a to z XIX wieku, a to z II wojny światowej.

Jakim prawem w “książce” J.J. Dębca znajdują się obszerne fragmenty artykułu Łukasza Mazura. Jakim prawem zostały przedrukowane bez pozwolenia rodziny zmarłego autora?

Ostatni rozdział, dziewiąty (s. 401-413) ma tytuł “Historia Ludowego Zespołu Sportowego w Nowym Żmigrodzie” i według nas składa się z kilku elementów. Pierwszym jest przepisany niemal w całości artykuł Eugeniusza Morawskiego pt. “Ludowy Zespół Sportowy w Nowym Żmigrodzie”, który został wydrukowany w nr 8 “Regionu Żmigrodzkiego” z 2003 roku (str. 14). Zachęcamy do samodzielnego sprawdzenia:

https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/08_2003.pdf

Piszemy “niemal w całości”, bo “autor” dopisał na początku tego rozdziału słowa: “Eugeniusz Morawski wspomina:” (str. 401), co czyni cały ten rozdział relacją tego człowieka. Jednak np. na str. 403 pojawia się akapit, którego w pierwotnym tekście nie ma. Jest to, jak rozumiemy uzupełnienie, które dopisał p. Dębiec. Takich uzupełnień i przestawień jest więcej. Jakim prawem “autor” ich dokonał i np. usunął te zdania p. Morawskiego: “W czasie mojej pracy w LZS w Nowym Żmigrodzie, doszło do zorganizowania dwóch zabaw dochodowych, kilku imprez sportowych, zdobycie odznaki sprawności fizycznej i sportowej. W latach 1947-1960 zorganizowałem akcję zbierania środków finansowych, w formie datków na zakup sprzętu sportowego (buty skórzane, piłki do siatkówki, sprzęt do gry w ping-ponga) oraz pokrywania kosztów wyjazdów sekcji piłki nożnej. Uważam, że w tamtych latach władze za mało interesowały się sportem. Nie pomogły piękne hasła, wzniosłe apele. Główny Komitet Kultury Fizycznej i Turystyki, jako centralny organ administracji, zorganizowano dopiero w 1960 roku, tj. o 15 lat później niż w sąsiednich krajach. Jeszcze później zorganizowano Wyższą Szkołę Wychowania Fizycznego.”

Zamiast nich, u dołu str. 406 czytamy kolejne akapity z historii LZS, ale czy ich autorem jest Eugeniusz Morawski? Tego nie wiadomo. Według nas pojawia się tu drugi element, czyli najprawdopodobniej narracja kogoś innego, choć bardzo trudno to jednoznacznie stwierdzić, bo jest ona nadal prowadzona w 1 osobie liczby pojedynczej. Czytelnik ma nadal świadomość, że autorem wspomnień jest Eugeniusz Morawski i dowiaduje się (str. 408) m.in. że: “W połowie lat 80. do głosu powoli dochodziło nowe młode pokolenie zawodników i działaczy. Po Jerzym Suskim, który długo prezesował, nastąpiła zmiana na stanowisku prezesa klubu. Został nim Jerzy Dębiec, który pełnił tę funkcję do połowy lat dziewięćdziesiątych. Był jednocześnie i prezesem i gospodarzem, czyli typowym społecznikiem.” Tych słów w artykule z “Regionu Żmigrodzkiego” nie ma.

Dalej p. E. Morawski, a może jednak ktoś inny (?) wspomina swoje zaangażowanie w wymianę ławek na stadionie, które woził swoim dużym fiatem, odnosi się do wydarzeń z roku 2000 (budowa nowej szatni), a potem (str. 410) pisze: “W czasie spisywania tych wspomnień drużyna KS Wisłoka Nowy (sic!) rozgrywa zawody w klasie “B”. Prezesem klubu od 2021 roku jest Wiesław Rogowski. Najbardziej zaangażowanymi działaczami w historii klubu, wspierającymi organizację samego klubu, zawodów oraz prace przy obiekcie sportowym, którym najpierw był “Bala plac”, a następnie stadion sportowy w Nowym Żmigrodzie byli: Wiesław Szuba, Jan Spiecha, Jerzy Suski, Wojciech Suski, Antoni Hućko oraz Jerzy Dębiec”

Zmarły w 2007 roku Eugeniusz Morawski nie mógł wspominać roku 2021. Stąd nasze duże wątpliwości co my właściwie czytamy? Czyj to tekst? Kto jest autorem tych wspomnień? Do pewnego momentu na pewno był to Eugeniusz Morawski… Jeszcze bardziej komplikuje sytuację zdanie na str. 411: “Człowiekiem z pasją, którą była nasza lokalna drużyna był niewątpliwie Stanisław Kawecki i jemu chciałbym poświęcić kilka słów.” Chciałbym poświęcić. Ja chciałbym poświęcić. Ja, czyli kto? Eugeniusz Morawski? No chyba nie, bo zmarł w 2007 r., a wspomina zmarłego w 2013 r. Stanisława Kaweckiego. Czyli kto? J.J. Dębiec? Może rzeczywiście?

Nie, drodzy czytelnicy. Autorem wspomnienia o Stanisławie Kaweckim (1925-2013) nie jest ani Eugeniusz Morawski, ani Jerzy Dębiec, ale Sławomir Morawski.

Szanowny “autor i twórca książki” przedrukował w tym miejscu w całości artykuł Sławomira Morawskiego pt. “Człowiek z pasją”. Tekst ukazał się w “Regionie Żmigrodzkim” w nr 7 z 2013 (str. 9): https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202013/07_2013.pdf

Jednak przedrukowanie to za mało, bo J.J. Dębiec dokonał w tekście zmian. Poprawił go tak, jak uznał za stosowne, np. zamiast słów “w lokalnym środowisku” czytamy u J.J. Dębca “w żmigrodzkim środowisku”, dodał on także słowa “jak już wspomniałem”, ale najciekawsza zmiana jest na str. 412. W artykule z “Regionu” czytamy, że Stanisław Kawecki pełnił rolę gospodarza drużyny, a obowiązkiem jego było: “zebranie po meczu strojów, piłek, siatek itp., a następnie przetransportowanie ich do szatni, która znajdowała się w budynku Gminnej Remizy OSP.” Tak w 2013 r. napisał Sławomir Morawski.

W książce “autorstwa” J.J. Dębca czytamy: “Obowiązkiem gospodarza było zebranie po meczu strojów, piłek, siatek itp., a następnie przetransportowanie ich do szatni, która znajdowała się w budynku dawnej gminy, w którym obecnie mieści się muzeum.”

Jakim prawem pan J.J. Dębiec przedrukował artykuły Eugeniusza Morawskiego i jego syna Sławomira Morawskiego? Jakim prawem dokonał w nich zmian? Jakim prawem wymieszał wspomnienia wyżej wymienionych autorów z własnymi i “stworzył” z nich jeden tekst?

Ostatnim tekstem zamieszczonym w książce jest “Zakończenie” na str. 415.

Warto zacytować kilka zdań: “Szanowni czytelnicy, miłośnicy faktów historycznych, informacji, ciekawostek i dobrej lektury. Książka ta została napisana ku pamięci wydarzeń, które miały miejsce w historii nasze (sic!) małej ojczyzny. Starałem się zebrać jak najwięcej informacji rzetelnych, opartych na podstawie dokumentów istniejących w archiwach, prasie, a przede wszystkim na zeznaniach i opowieściach świadków, którzy jeszcze pamiętali czasy wojen. (...)

Gdy 15 lat temu zacząłem zbierać informacje historyczne na temat Nowego Żmigrodu, nie przypuszczałem, że napiszę książki, które będą mogły służyć potomnym. Jestem świadom, że niniejsza książka nie wyczerpuje zawartych w niej tematów. Sporządziłem ją najlepiej, jak potrafiłem i zgodnie z tym, jak ją zamierzyłem. (...) pozwalam sobie żywić nadzieję, że czytelnicy tej pozycji wystawią mi pozytywną notę za jej zawartość i docenią jej wartość. Choć pewnie znajdą się również tacy, którzy postąpią odwrotnie.”

W dwóch częściach recenzji książki “autorstwa” Jerzego Józefa Dębca pt. “Z dziejów Nowego Żmigrodu w latach 1800-2000” wydanej w 2024 roku przez Wydawnictwo “Ruthenus”, zadaliśmy szereg pytań. Czy otrzymamy na nie odpowiedzi? Bo to, że mamy prawo ich oczekiwać jest chyba jasne.

Sytuacja prawna autorów tekstów na gruncie polskiego prawa jest jasna. Artykuły są ich własnością i chroni je prawo w postaci Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. A ustawa ta mówi po pierwsze, że każdy autor ma niezbywalne prawa osobiste, które chronią jego autorstwo, czyli prawo do podpisania utworu swoim nazwiskiem (art. 16 pkt. 2). Po drugie ustawa chroni integralność tekstu (art. 16 pkt. 5), co oznacza, że nikt bez wyraźnej zgody jego właściciela, czyli autora nie może dokonywać skrótów i modyfikacji, ani zmieniać tytułów. Ustawa ta mówi też o tym, że do każdego artykułu jego twórca posiada prawa majątkowe. Oznacza to, że autor, a po śmierci autora jego spadkobiercy (co do zasady przez 70 lat), mają w stosunku do utworu wyłączne prawo korzystania i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji (art. 17). Instytucje, do których należą prawa autorskie kronik (poczta, bank) mają wyłączne prawo do korzystania z utworów i rozporządzania nimi na wszystkich polach eksploatacji (art. 17). Tylko instytucje te mają prawo decydować o pierwszym udostępnieniu utworu (art. 16 pkt 4) i do nadzoru nad sposobem jego wykorzystania (art. 16 pkt 5).

 

SP_READ_MORE

Łysa Góra 1944 – 162. Brygada Pancerna

Jednym z najbardziej interesujących wydarzeń, które miały miejsce podczas Operacji Dukielsko-Preszowskiej we wrześniu 1944 roku były walki w okolicy Łysej Góry, która stanowiła niezmiernie ważny punkt oporu sił niemieckich. Zdobycie Łysej Góry i dominującego nad nią wzgórza 526, pozwalało zarówno na kontrolę drogi Sulistrowa-Głojsce jak i drogi Nowy Żmigród-Dukla. Jedną z radzieckich jednostek, która walczyła o Łysą Górę była 162. Brygada Pancerna. Tekst, który prezentujemy jest opisem tych walk tak, jak je widziała strona rosyjska!

7 września 1944 roku, w przeddzień rozpoczęcia Operacji Dukielsko-Preszowskiej, 162. Brygada Pancerna, którą dowodził podpułkownik Dmitrij Gładniew skoncentrowana była w rejonie Bonarówki i wchodziła w skład 25. Korpusu Pancernego dowodzonego przez generała Fiodora Anikuszkina. Na stanie jednostki (669 żołnierzy i oficerów), nie licząc broni osobistej oraz karabinów maszynowych i moździerzy, znajdowało się 18 czołgów T-34/76, 3 czołgi T-34/85 i 5 czołgów T-70, które stanowiły główną siłę uderzeniową Brygady (do stanów etatowych brakowało ponad 50% wozów bojowych i mniej więcej tyle samo żołnierzy). Rozkaz bojowy z 25. Korpusu Pancernego dotyczący działań w dniu następnym, Brygada otrzymała o godz. 18. Godzinę później w rejon pozycji wyjściowych została wysłana grupa rozpoznawcza dowodzona przez ppłk. Gładniewa. D. Gładniew wraz z szefem sztabu Brygady spotkał się też z sztabem 1. Czechosłowackiego Korpusu Armijnego celem nawiązania współpracy operacyjnej.

8 września 1944 roku 162. Brygada wzmocniona m.in. 1253. Pułkiem Artylerii Samobieżnej uzbrojonym w 11 dział samobieżnych SU-85, zajęła pozycje wyjściowe w rejonie Bratkówki. W czasie przejazdu z miejsca postoju w rejon operacyjny, w Pietruszowej Woli przewrócił się jeden z czołgów w wyniku czego ciężką ranę ręki odniósł dowódca 3. Batalionu kapitan Jenutin, a siła bojowa została zredukowana do 25 wozów bojowych. Rejon ześrodkowania był ostrzeliwany przez artylerię niemiecką, która prowadziła ogień nękający. O godz. 11-tej Brygada wysłała pod dowództwem kapitana Szabanowa oddział rozpoznawczy, który poruszał się drogą Bratkówka-Ustrobna-Potok-Jedlicze-Żarnowiec-Zręcin-Chorkówka-Machnówka. Jak można zauważyć, wydane w przeddzień rozpoczęcia Operacji Dukielsko-Preszowskiej, rozkazy dotyczące marszruty 162. Brygady w sporej odległości omijały Krosno, co pod małym znakiem zapytania stawia pogląd, że praprzyczyną niepowodzenia Operacji było niezajęcie Krosna. Godzinę później tą drogą ruszył 2. Batalion pod dowództwem majora Byczkowa a następnie, o 12.30, główne siły Brygady, które poruszając się tą samą drogą, w rejonie Potoku zostały ostrzelane przez niemiecką artylerię skutkiem czego 162. Brygada straciła czołg T-34/76. O 19.30 główne siły dotarły w rejon Machnówki, ale ich postęp został zatrzymany przez silny ostrzał artylerii niemieckiej z lasu na południe i południowy-wschód od Machnówki. Przeprowadzono rozpoznanie przebiegu niemieckiej linii obrony, która według ustaleń składała się z 4 stanowisk karabinów maszynowych, do 2 baterii artylerii przeciwpancernej oraz 2 baterii moździerzy w głębi linii obronnej. Według dokumentów, w tym dniu 162. Brygada straciła 2 czołgi, zdobyła niemieckie działo samobieżne oraz 4 działa kalibru 75 mm (działa zdobyli saperzy, co pozwala wysnuć uzasadnione podejrzenie, że była to porzucona przez Niemców bateria).

9 września o 1 w nocy, w oparciu o dane rozpoznania, dowództwo Brygady podjęło decyzję o ataku w celu oczyszczenia lasu na południowy-zachód od Machnówki. Do wsparcia oddziałów piechoty, 162. Brygada przeznaczyła 5 czołgów T-34 i 4 działa samobieżne SU-85 z 1253. Pułku Artylerii Samobieżnej, które miały prowadzić ogień z miejsca. W walkach do godz. 10 w dniu 9 września 1944 roku, 162. Brygada straciła 2 zabitych i 7 ciężko rannych żołnierzy; straciła 2 czołgi T-34 (spalone) i jeden T-34 uszkodzony. Straty przeciwnika poniesione w tym czasie oceniano na 2 kompanie piechoty, 2 działa kalibru 75 mm, 5 pojazdów, baterię moździerzy oraz wyrzutnię pocisków rakietowych Nebelwerfer. W odpowiedzi Niemcy przeprowadzili 2 kontrataki siłą do batalionu piechoty wspierane przez artylerię i moździerze oraz przez 6 czołgów, które zostały odparte. 1253. Pułk zgłaszał uszkodzenie niemieckiego czołgu, a 162. Brygada oceniała, że podczas ich odpierania zadała wrogowi straty w wysokości do 30 żołnierzy i oficerów oraz zniszczyła 4 działa przeciwpancerne. W dokumentach zapisano, że na polu bitwy znaleziono ciało dowódcy niemieckiego 2. batalionu. Straty własne 162. Brygady w dniu 9 września wynosiły: 2 zabitych i 17 rannych; 2 czołgi T-34 spalone i jeden uszkodzony. Na stanie Brygady pozostało 19 czołgów oraz 11 dział SU-85 z 1253. Pułku.

10 września, zgodnie z rozkazem dowództwa 25. Korpusu, 162. Brygada wycofała się z działań w rejonie Machnówki i Wrocanki i przeszła w rejon Kobylan. Odnotowano, że niemiecka artyleria i moździerze prowadziły silny ostrzał drogi do Kobylan, którą – oprócz czołgów 162. Brygady – poruszały się też inne jednostki. O 5.30 jednostki Brygady wyszły na skraj lasu 1.5 km od Kobylan z zadaniem opanowania tej miejscowości, co udało się osiągnąć o 11.50. W dalszej kolejności prowadzono atak w stronę Draganowej, która została opanowana o 14-tej. Jednostki niemieckie (75. Dywizja) wycofały się w stronę Nienaszowa, pozostawiając niewielkie grupy na wzgórzach 317 i 327 dla osłony odwrotu. Niemiecka artyleria prowadziła silny ostrzał Sulistrowej z rejonu wzgórza 404. W toku walk 10 września, Brygada zapisała sobie następujące osiągnięcia bojowe: 2 zniszczone niemieckie działa samobieżne, do 8 dział przeciwpancernych, 3 transportery opancerzone, 1 czołg typu Tygrys (żadna z niemieckich dywizji pancernych walczących w tym rejonie nie posiadała na stanie czołgów typu Tygrys; prawdopodobnie chodzi o czołg Pz IV lub działo samobieżne StuG III), jeden czołg typu Pantera, uszkodzenie 1 czołgu typu Pantera oraz 8 samochodów i około 150 żołnierzy i oficerów. (Warto zauważyć, że 10 września drogą Toki-Wietrzno atakowały Kobylany czołgi i działa samobieżne 1. Dywizji Pancernej, które wspierały oddziały 75. Dywizji. Według innych źródeł (rosyjskich!), jeden czołg typu Tygrys został zniszczony przez oddziały 7. Pułku Kawalerii Gwardii z Korpusu gen. Baranowa, które zdobyły też uszkodzoną Panterę. Prawdopodobnie, zarówno 162. Brygada Pancerna, jak i 7. Pułk Kawalerii Gwardii zapisały na swoje konto te same pojazdy pancerne, co w warunkach bojowych jest czymś normalnym. Do czołgów prowadziły ogień zarówno te i te odziały, więc jest rzeczą niemożliwą ustalenie, kto zniszczył dany pojazd pancerny, a skoro niemiecki czołg - raczej działo pancerne, gdyż 1. Dywizja Pancerna na swoim wyposażeniu Tygrysów nie posiadała, mimo, że radziecki czy czechosłowackie oddziały je ciągle widziały - został zniszczony to wszyscy sobie przypisywali tę zasługę. A później ktoś policzy – na podstawie dzienników działań bojowych poszczególnych radzieckich jednostek – straty niemieckie i wyjdzie mu, że w czasie ataku w stronę Kobylan Niemcy stracili 2 czołgi typu Tygrys (jeden zniszczony przez 162. Brygadę a drugi przez 7. Pułk Kawalerii Gwardii), 1 Panterę zniszczoną przez 162. Brygadę i do tego jeszcze 2 uszkodzone Pantery (1 przez 162. Brygadę i 1 przez 7. Pułk Kawalerii Gwardii), która pozostały na placu boju. A do tego jeszcze 2 działa pancerne, czyli w sumie Niemcy stracili więcej pojazdów pancernych niż wysłali do ataku! Bo wysłali 5 pojazdów pancernych… A przypomnę: zajmujemy się działaniami tylko 162. Brygady Pancernej, bo obok niej walczyły przecież też inne oddziały radzieckie!). W czasie walk 10 września 162. Brygada odnotowała straty własne: 5 zabitych i 41 rannych. Straciła też 4 czołgi, które spłonęły oraz 2, które zostały uszkodzone (Rosjanie w swoich raportach bojowych używają określenia „podbite”, przez co należy rozumieć pojazdy „czasowo wyeliminowane”, czyli uszkodzone; ich dalszy los zależał od tego, kto ostatecznie przejął pole bitwy, bo albo pojazdy trafiały do naprawy albo były utracone bezpowrotnie). O 17-tej 162. Brygada została uzupełniona przez 10 czołgów, które przybyły z warsztatów naprawczych, dzięki czemu na koniec 10 września na jej stanie znajdowało się 20 wozów bojowych. Porównując stan na koniec 9 września, poniesione straty oraz uzupełnienia, Brygada powinna mieć 23 wozy bojowe, ale być może 3 z nich uległy awariom czy innym przypadłościom i nie mogły brać udziału w działaniach bojowych. Podobna sytuacja jest z 1253. Pułkiem Artylerii Samobieżnej, który 9 września posiadał na stanie 10 dział SU-85, a powinien posiadać ich 11 (jako ciekawostkę podam, że kolega z jednego z forów militarnych twierdzi, że ten jeden wóz bojowy zagubił się po drodze).

11 września 162. Brygada wspólnie z oddziałami 20. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych ok. 10.30 osiągnęła rejon Głojsc. Niemcy prowadzili ostrzał z północnego skraju Iwli, m.in. z wykorzystaniem 3 czołgów. O 12.30 oddziały niemieckie z lasu na północny-zachód od wzgórza 371 przeprowadziły - w sile do dwóch batalionów piechoty przy wsparciu 15 czołgów i transporterów opancerzonych - atak w stronę Sulistrowej osiągając południowo-wschodni skraj tej miejscowości i odrzucając oddziały 70. Dywizji Gwardii. Dla odparcia niemieckiego kontrataku 162. Brygada wysłała w rejon walk 5 czołgów i 1 działo samobieżne SU-85, które przy wsparciu oddziałów 20. Brygady Strzelców ustabilizowały położenie. (Radziecki historyk D.M. Proektor w książce „Przez Przełęcz Dukielską” opisując walki w tym dniu w rejonie Łysej Góry pisze, że dowódca 38. Armii gen. Moskalenko przesunął w rejon Łysa Góra – Głojsce m.in. 11. Brygadę Artylerii Przeciwpancernej Gwardii. Warto zacytować fragment: Artylerzyści zachowywali się niezwykle odważnie. 11 września 5 niemieckich czołgów zaatakowało drogą w stronę Sulistrowej. Dowódca baterii 11. Brygady kapitan Zykow rozkazał, aby pozwolić czołgom zbliżyć się na 70-80 metrów a następnie kazał otworzyć ogień. Działo sierżanta Curina pierwszym wystrzałem zapaliło jeden niemiecki czołg. Młodszy sierżant Feofanow rozbił drugi czołg. Za chwilę zapalił się trzeci. Nieprzyjacielscy fizylierzy, osłaniający czołgi, otworzyli ogień z karabinu maszynowego, który spowodował straty w działonach i zmusił je do wycofania się. Wieczorem grupa niemieckich czołgów znowu próbowała przeprowadzić atak, który został przywitany ogniem 5. Baterii. Dowódca działa Curin, Morozow i Bratus kilkoma strzałami zniszczyli trzy czołgi. Pozostałe się wycofały.). W ciągu krótkiego czasu w rejonie Sulistrowej dwie baterie zniszczyły 6 niemieckich czołgów. Odnotowano silny ostrzał artyleryjski prowadzony z rejonu Górek (według rosyjskich map to część Łysej Góry) na Głojsce. O 14-tej odnotowano atak 12 niemieckich czołgów od strony Iwli z czego 6 pozostało w Iwli a pozostały poruszały się po drodze Nowy Żmigród-Dukla prowadząc ostrzał. W tym samym czasie od strony Łysej Góry w stronę Głojsc ruszyło kolejne 6 czołgów wroga. 2. Batalion 162. Brygady podjął z nimi walkę i unieszkodliwił 2 czołgi a jeden uszkodził. O 16.30 na pomoc 2. Batalionowi zostały wysłane 4 czołgi T-34 i 2 działa samobieżne SU-85, które po dotarciu do zakrętu drogi na Draganową dostały się w zasadzkę dwóch Panter w wyniku czego został zniszczony 1 czołg T-34/76 i 1 T-34/85. Pozostały czołgi, prowadząc ogień do ukrytych Panter, obeszły je z lewej strony i wyszły w rejon Głojsc. 162. Brygada zgłaszała w tym starciu jedną uszkodzoną Panterę.

12 września w dzienniku bojowym 162. Brygady zanotowano, że przeciwnik siłą do batalionu piechoty wspartych 12 działami samobieżnymi, artylerią i moździerzami broni Łysej Góry i szosy Nowy Żmigród-Dukla a jego artyleria ostrzeliwuje pozycje Brygady. Działania bojowe w tym dniu 162. Brygada rozpoczęła o 13-tej i po zaciekłych walkach o 14.30 podeszła do Łysej Góry. Czołgi 162. Brygady i działa samobieżne 1253. Pułku prowadziły walkę artyleryjską z niemieckimi czołgami w rezultacie czego Brygada straciła 3 spalone czołgi T-34. O 19-tej 3. Batalion przeprowadził atak w stronę Łysej Góry ale piechota mająca wspierać atak czołgów została zatrzymana ogniem wroga i wycofała się na pozycje wyjściowe, skutkiem czego atak został przerwany a Brygada przeszła do obrony 600 metrów na południowy-wschód od Łysej Góry, gdzie do 23-ej prowadziła ogień w stronę nieprzyjacielskich pozycji. Na koniec dnia 162. Brygada miała na stanie 8 czołgów T-34/76 i 2 czołgi T-34/85.

13 września przeciwnik siłami 101. Dywizji Piechoty Górskiej (101. Jäger-Division) przy wsparciu czołgów, artylerii i lotnictwa bronił Łysej Góry prowadząc intensywny ostrzał rejonu Głojsc, Górek i wzgórza na południe od Górek. Na drodze Nowy Żmigród – Łysa Góra stale operowało 8 Panter. Do godz. 11-tej 162. Brygada utrzymywała pozycje obronne 700 metrów na wschód od Łysej Góry. Przeciwnik dwukrotnie przeprowadzał kontrataki siłą do batalionu piechoty przy wsparciu 8 czołgów. Oba ataki zostały odparte a niemieckie oddziały straciły ok. 60 ludzi oraz 3 czołgi. Brygada straciła 3 czołgi z których 2 spłonęły. O 10-ej podpułkownik Gładniew – realizując rozkazy dowódcy 25. Korpusu - wydał rozkaz, który zakładał przeprowadzenie koncentrycznego ataku na Łysą Górę: 2. Batalion wsparty przez działa samobieżne SU-85 z 1253. Pułku, baterię dział przeciwpancernych z 1497. Pułku Artylerii Przeciwpancernej i piechotę z 20. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych miał atakować w kierunku południowych obrzeży wsi, a następnie po jej zajęciu przeprowadzić szybki atak i zająć Nowy Żmigród; 3. Batalion wsparty baterią dział z 1487. Pułku i piechotą z 20. Brygady miał zająć centrum Łysej Góry, a po powodzeniu tego ataku zająć centrum Nowego Żmigrodu. O 14.30, po przeprowadzeniu 45-minutowego przygotowania artyleryjskiego z dział, moździerzy i wyrzutni rakietowych Katiusza, 162. Brygada wspólnie z przedzielonymi jej jednostkami rozpoczęła atak na Łysą Górę, który wskutek silnego niemieckiego ostrzału nie przyniósł rezultatu. Niemcy przeprowadzili trzy kontrataki a na pomoc wycofującej się piechocie wysłano 2 czołgi T-34, które unieszkodliwiły dwa niemieckie czołgi i zlikwidowały do 60 żołnierzy i oficerów wroga. O godz. 20.30 3. Batalion przy wsparciu baterii dział SU-85 wspólnie z oddziałami piechoty 20. Brygady ponownie próbował ataku na Łysą Górę z prawej strony, ale atak został odparty silnym ogniem przeciwnika. Za ten dzień 162. Brygada zgłaszała zniszczenie 5 czołgów (w tym 3 Pantery) i wyeliminowanie ok. 100 żołnierzy i oficerów kosztem 9 własnych rannych oraz 2 własnych czołgów spalonych i jednego uszkodzonego.

14 września przeciwnik siłami 101. Dywizji Piechoty Górskiej przy wsparciu czołgów 1. Dywizji Pancernej oraz artylerii i lotnictwa zaciekle bronił Łysej Góry przeprowadzając w ciągu dnia kontrataki. O 1-ej w nocy 2. Batalion w sile 5 czołgów, wspierany przez działo pancerne SU-85 z 1253. Pułku z desantem fizylierów na pancerzach wdarł się do Łysej Góry, gdzie nawiązał kontakt bojowy z przeciwnikiem. Rozpoznanie ujawniło, że Niemcy bronią tej wsi siłami ok. 300 żołnierzy wspieranych przez 8 Panter i działa przeciwpancerne a domy i piwnice zostały przekształcone w punkty ogniowe (według źródeł niemieckich, atak został odparty przez oddział alarmowy 1. Pancernego Batalionu Rozpoznawczego dowodzony przez podporucznika Rostana). O 10-tej przeciwnik w sile do 15 czołgów typu Tygrys i Pantera atakował pozycje obronne Brygady. Atak został odparty ogniem z miejsca prowadzonym zarówno przez czołgi 162. Brygady, jak i działa pancerne SU-85. Przeciwnik za wszelką cenę dążył do zajęcia drogi Łysa Góra – Teodorówka. Jednocześnie przeciwnik atakował z rejonu Iwli. Ataki były wspierane z powietrza przez samoloty Me-109. W rezultacie walk zniszczono 2 Pantery. W toku działań bojowych w tym dniu 162. Brygada utraciła 5 czołgów, a jej stan wynosił 13 czołgów T-34 i 6 czołgów T-70. Biorąc pod uwagę, że 12 września jednostka podpułkownika Gładniewa posiadała 10 czołgów a 13 i 14 września straciła w sumie 8, to jedynym w miarę logicznym, co nie oznacza, że prawdziwym, wytłumaczeniem tego stanu rzeczy jest przesunięcie do pierwszej linii czołgów T-70, które nie były wymieniane od 7 września oraz ponowne wpisanie na stan czołgów T-34, które – po uszkodzeniu – były poddawane naprawie w warsztatach remontowych. Być może przesunięcie do pierwszej linii lekkich czołgów T-70 wynikało z poniesionych strat, bo ten czołg uzbrojony w działko kaliber 45 mm umiarkowanie nadawał się do walki z niemieckimi Pz IV czy Panterami i co najwyżej mógł służyć za niezbyt trudny do zniszczenia cel dla niemieckich czołgistów.

15 września przeciwnik siłami 228 i 229. Pułku ze 101. Dywizji Piechoty Górskiej przy wsparciu oddziałów pancernych zaciekle bronił się na rubieży wschodni skraj Łysej Góry – wzgórze 535 i wielokrotnie przy wsparciu artylerii i lotnictwa przechodził do kontrataków, których celem było opanowanie szosy Łysa Góra – Dukla. 162. Brygada wspólnie z 1253. Pułkiem i 1457. Pułkiem Artylerii Przeciwpancernej do 20-tej zajmowała pozycję na linii 1 km za zachód od Głojsc – szosa – południowo-wschodni skraj Głojsc. Od rana przeciwnik siłą do batalionu piechoty przy wsparciu 6 Panter atakował od strony Iwli w stronę Głojsc i dalej w kierunku stanowisk obronnych Brygady. Zajmująca linię obrony piechota 70. Dywizji Gwardii rozpoczęła chaotyczny odwrót. 2 i 3. Batalion zajmujący stanowiska obronne wzdłuż szosy natychmiast otworzył silny ogień do czołgów przeciwnika w rezultacie czego 1 Pantera została uszkodzona a niemieckie oddziały wycofały się na poprzednie pozycje w lesie na południe od Głojsc holując uszkodzony czołg. Piechota z 20. Brygady przedarła się przez szosę i zajęła pozycje na południe od niej. Wróg w sile kompanii fizylierów wspieranych przez 3 czołgi odciął piechotę od reszty sił. Dowódca 2. Batalionu na pomoc znajdującym się w ciężkim położeniu piechurom wysłał czołg T-34, który został zniszczony przez ukryte w lesie niemieckie czołgi. O 5-tej czołgi Brygady związały się ogniem z Panterami i działami przeciwpancernymi w rezultacie czego zostały uszkodzone 2 Pantery i zniszczone 2 działa przeciwpancerne. Brygada straciła 1 czołg T-34 i 1 działo SU-85. O 14-tej przeciwnik siłą 8 Panter wspieranych przez 2 kompanie piechoty, artylerię i lotnictwo ponownie podjął próbę opanowania Głojsc, ale atak został odparty. Uszkodzona została 1 Pantera i wyeliminowano do 50 żołnierzy i oficerów wroga. W ciągu dnia 162. Brygada została wzmocniona przez 3 czołgi T-34, przekazane jej przez 111. Brygadę Pancerną (były to wszystkie czołgi, jakie pozostałe po paru dniach walk w tej jednostce!). Na koniec dnia Brygada miała: 10 czołgów T-34, 3 czołgi T-70, 7 dział pancernych SU-85, 1 działo pancerne SU-122. Saperzy Brygady położyli pole minowe 300 metrów na północ od skrzyżowania drogi w Głojscach (co świadczy o przejściu jednostki do obrony).

16 września – jak zapisano w dzienniku 162. Brygady – przeciwnik siłami 228 i 229. Pułku ze 101. Dywizji przy wsparciu 8. Dywizji Pancernej nadal bronił poprzedniej pozycji. 162. Brygada zajmowała pozycję obronną 1 km na południowy wschód od Łysej Góry po obu stronach drogi. W nocy – zgodnie z rozkazem dowództwa 25. Korpusu – 4 czołgi i 2 działa SU-85 zostały rozmieszczone do obrony południowego odcinka szosy z zadaniem niedopuszczenia do jej przerwania. Pojazdy zostały okopane i przeznaczone do prowadzenia ognia z miejsca. O 20.15 przeciwnik z rejonu Iwli siłą plutonu piechoty wspartego przez 2 czołgi usiłował przedrzeć się szosą w stronę Łysej Góry. Atak został odparty ogniem czołgów i dział pancernych a Niemcy stracili uszkodzony czołg. Przez cały dzień przeciwnik prowadził intensywny ostrzał za pomocą artylerii i moździerzy. Na koniec dnia na stanie 162. Brygady znajdowało się 17 czołgów T-34 i 6 czołgów T-70. Najprawdopodobniej były to wozy pancerne, które przybyły z warsztatów naprawczych.

17 września przeciwnik siłami 101. Dywizji Piechoty Górskiej wspartej czołgami i artylerią zajmuje tę samą pozycję. Zadaniem, zajmującej pozycje obronne 1 km na południowy-wschód od Łysej Góry po obu stronach szosy, 162. Brygady wraz z 1253. Pułkiem Artylerii Samobieżnej i 1497. Pułkiem Artylerii Przeciwpancernej, było niedopuszczenie do przerwania szosy w kierunku Głojsc. W nocy z 16 na 17 września dla wsparcia zwiadu przeprowadzanego przez oddział 20. Brygady został wysłany 1 czołg, który został uszkodzony po najechaniu na minę. Od rana przeciwnik prowadził intensywny ogień artyleryjski. Pozycje Brygady atakowane były też przez wrogie lotnictwo. O 10.40 – zgodnie z rozkazem 25. Korpusu – Brygada rozpoczęła przygotowania do ataku na Łysą Górę. O 13-tej ogień artylerii uszkodził jeden czołg T-34. Dla wsparcia ataku 20. Brygady, który rozpoczął się o 20-tej, zostały wysłane 3 czołgi T-34 z 3. Batalionu, które osiągnęły skraj lasu w rejonie Łazów. Ogień broni maszynowej przeciwnika spowodował, że piechota z 20. Brygady musiała się zatrzymać a obrzucane granatami przeciwpancernymi czołgi musiały wycofać się na pozycje wyjściowe.

18 września przeciwnik dysponujący siłą ok. 250 żołnierzy z 24 karabinami maszynowymi i moździerzami bronił wzgórza 640 i północnego skraju lasu na południe od Łysej Góry. Na północnym stoku wzgórza 640 i dalej na wschód znajdują się okopy i stanowiska karabinów maszynowych. Artyleria wroga zmasowanym ogniem ostrzeliwuje stanowiska obronne Brygady i rejon Głojsc. Brygada, wzmocniona 1253 i 1497. Pułkiem w dalszym ciągu broni szosy Głojsce – Łysa Góra i w ciągu dnia odparła trzy ataki wroga prowadzone w kierunku Głojsc. O 16-tej silny ostrzał artyleryjski przerwał łączność z jednostkami ale łącznościowcy naprawili połączenia. Straty Brygady: 2 zabitych i 11 rannych. Straty zadane przeciwnikowi: 2 uszkodzone czołgi, 3 uszkodzone działa samobieżne, 2 działa i do 50 unieszkodliwionych żołnierzy i oficerów.

19 września wróg prowadził intensywny ostrzał pozycji obronnych zajmowanych przez 162. Brygadę. W nocy grupa zwiadowców przeciwnika przedarła się na wysokości wzgórza 506 i zniszczyła kabel telefoniczny przerywając łączność między stanowiskiem obserwacyjnym a oddziałami Brygady. Stanowisko obserwacyjne zostało ostrzelane. Obserwatorzy odparli atak zabijając 2 żołnierzy wroga. 162. Brygada wspólnie z działami samobieżnymi 1253. Pułku, bez wsparcia piechoty, odparła silny kontratak przeciwnika, który zamierzał zająć szosę Łysa Góra – Głojsce. W rejonie wzgórza 508 nawiązano kontakt bojowy z oddziałami 201. Dywizji Strzelców i 705. Pułkiem Strzelców, które dotarły w rejon wzniesienia. Straty własne 162. Brygady: 3 rannych. Straty przeciwnika: unieszkodliwiono 10 żołnierzy. Na koniec dnia 162. Brygada dysponowała 9 czołgami T-34 i 3 czołgami T-70.

Od połowy września ciężar ataków sił radzieckich – ze względu na siłę niemieckiej obrony i brak sukcesów atakujących - został przesunięty w rejon Rymanowa a w okolicy Łysej Góry linia frontu praktycznie zastygła. W okresie od 7 do 19 września 162. Brygada straciła 9 zabitych i 82 rannych; 17 czołgów T-34/76, 1 czołg T-34/85 i jedno działo samobieżne SU-85 zostało zniszczonych a 7 czołgów uszkodzonych. Według danych zapisanych w dzienniku bojowym, w tym czasie 162. Brygada zniszczyła: do 18 dział; wyrzutnię rakietową Nebelwerfer; 11 czołgów (6 Panter, 1 „czołg typu Tygrys” i 4 inne czołgi), 2 działa samobieżne; 3 transportery opancerzone i uszkodziła 10 czołgów wroga (w tym 5 Panter), 3 działa samobieżne i wyeliminowała ok. 600 żołnierzy i oficerów wroga. Sądzę, że warto w tym miejscu podać, że w czasie walk o Przełęcz Dukielską niemiecka 1. Dywizja Pancerna straciła 3 czołgi PzIV i 11 Panter, które zostały zniszczone, a kolejne 10 Pz IV i 25 Panter zostało uszkodzone. Z kolei 8. Dywizja Pancerna straciła 15 zniszczonych czołgów PzIV a 20 zostało uszkodzonych i wymagało napraw. Należy jeszcze pamiętać, że z niemieckimi jednostkami pancernymi walczyły też inne jednostki Armii Radzieckiej, które też zgłaszały zniszczenie czy uszkodzenie niemieckich wozów pancernych, więc do danych podawanych przez 162. Brygadę należy podchodzić z należytą ostrożnością. Cały problem polega na tym, że w polskiej literaturze historycznej bitwa o Przełęcz Dukielską zasadniczo opiera się o wydaną w 1960 roku książkę D.M. Proektora „Przez Przełęcz Dukielską” i szkoda, że do tej pory żaden z historyków nie podjął się poważnej próby analizy tej bitwy z wykorzystaniem dostępnych źródeł. Bo może warto wiedzieć, że po walkach od września 1944 do końca stycznia 1945 roku w powiecie krośnieńskim pozostało 112 wraków niemieckich i radzieckich czołgów i dział samobieżnych a w powiecie jasielskim 20? Można zatem wysnuć wniosek, że bezpowrotne straty pojazdów pancernych wynosiły łącznie 132 wozy pancerne… Pytanie, ile z nich zostało zniszczone w rejonie Łysej Góry dalej pozostaje otwarte…

SP_READ_MORE

Ludzie książki piszą...

W 2024 roku nakładem krośnieńskiego wydawnictwa “Ruthenus” ukazała się książka Jerzego Józefa Dębca "Z dziejów Nowego Żmigrodu w latach 1800-2000", która chyba jeszcze nie doczekała się recenzji. Redakcja portalu we współpracy z panem Piotrem Figurą postanowiła zatem książkę przeczytać i zrecenzować... 

Na okładce widzimy kompilację archiwalnych zdjęć, na środku nazwisko “autora”, a poniżej tytuł “Z dziejów Nowego Żmigrodu w latach 1800-2000”. Cudzysłów, w który wzięliśmy słowo autor jest niezbędny, bo gdy bliżej przyjrzymy się zawartości tej publikacji, przekonamy się, że właściwie żaden jej rozdział nie jest samodzielnym, oryginalnym dziełem wieloletniego dyrektora GOK - Jerzego Józefa Dębca.

W słowie wstępnym (s. 7-8) “autor” zaznajamia nas ze swoją karierą i publikacjami. Pisze, że po zapoznaniu się z rozmaitymi źródłami, doszedł do wniosku, że Nowy Żmigród nie ma swojej monografii historycznej, dlatego - i tu cytat: “następna książka, którą sporządzę powinna przybrać formę monografii lub kalendarium wydarzeń historycznych”. Jednak zamiar ten uległ zmianie. Na czym ona polega? Jak rozumiemy, nowa książka miała jednak być “zbiorem wypisów z archiwalnych dokumentów oraz prasy regionalnej i krajowej”. Jednakowoż i ten pomysł ewoluował. Pan Dębiec pisze dalej: "udało mi się zgromadzić wiadomości dotyczące historii żmigrodzkich orkiestr dętych, tartaku, nadleśnictwa, poczty, banku, szkoły, klubu sportowego itp. Wiadomości tych było na tyle dużo, że ostatecznie zdecydowałem się opublikować historie tych instytucji, jako osobną książkę”.

I jeszcze jeden cytat: “Do napisania tej książki zachęcali mnie, a później również dopingowali w trakcie jej tworzenia, moi koledzy, przyjaciele oraz członkowie naszego Stowarzyszenia (...)”, więc Jerzy Józef Dębiec twierdzi, że napisał, sporządził i stworzył książkę, która przedstawia historię różnych żmigrodzkich instytucji. Przekonajmy się.

Pierwszy rozdział dotyczy Szkoły Podstawowej w Nowym Żmigrodzie. Rozpoczyna go wstęp (s. 9) pt. “W skrócie…”, gdzie czytamy słowo w słowo to, co można przeczytać na stronie internetowej Szkoły Podstawowej im. bł. ks. Władysława Findysza w zakładce “Historia szkoły”. Zachęcamy do samodzielnego sprawdzenia i porównania:  https://nowyzmigrod.edu.pl/index.php/historia-szkoly Dla porządku zaznaczamy, że autorem tekstu wprowadzającego i całego kalendarium na stronie jest Piotr Figura. Przygotował go, gdy był pracownikiem szkoły w latach 2006-2016. O tym fakcie pan J. J. Dębiec doskonale wie. Za wiedzą dyrekcji wydrukował już kiedyś owo kalendarium i powiesił je w muzeum. Może to ośmieliło go do skopiowania tekstu do “swojej” książki?

Ale wróćmy do tekstu. Na kolejnych stronach tego wstępu, czyli str. 10-12 “autor” dość chaotycznie rozpisuje się o początkach szkoły w Nowym Żmigrodzie i powołuje się m.in. na badania Daniela Nowaka. O ile wiemy dr Daniel Nowak nie opublikował jeszcze ani jednego artykułu o początkach szkoły w Nowym Żmigrodzie. Fakt, że o jej powstaniu pisał wielokrotnie, ale w postach i komentarzach na mediach społecznościowych i pod artykułami “Obserwatora”, więc trudno to nazwać badaniami.

Gdy na str. 12 tekst pt. “W skrócie…” się kończy, chyba możemy się spodziewać, że teraz już będzie zasadnicza część rozdziału, czyli historia szkoły. Ale cóż to? Już po kilku stronach orientujemy się, że to co czytamy to nie jest tekst autorstwa pana Jerzego Dębca, tylko kronika szkoły. A pomiędzy zapisami z kroniki, pan “autor” miał fantazję wpleść kalendarium wydarzeń szkolnych. Tak - to przygotowane przez p. Figurę, ze strony internetowej szkoły. Przyznajemy, że jest ono lekko zmodyfikowane, tu i ówdzie został zmieniony szyk zdania, w innym miejscu pojawiają się skróty lub dopowiedzenia, są też uzupełnienia, np. nazwiska nauczycieli z końca XIX wieku. Ale im dalej, tym modyfikacji “autora” coraz mniej.

Przykład? Proszę bardzo. Na stronie internetowej szkoły czytamy: “1914 r. – początkowo tylko 12, 13 i 14 września, a potem od 18 dnia tego miesiąca budynek szkoły został zajęty przez wojsko austriackie. Potem urządzono w nim szpital.”  Pan “autor” pisze (s. 76): “1914 r. - w dniach 12, 13 i 14 września, a potem od 18 dnia tego miesiąca budynek szkoły został zajęty przez wojsko austriackie. Potem urządzono w nim szpital.

W tym rozdziale czytamy zatem tekst kroniki i wplecione fragmenty kalendarium. Jednakowoż “autor” doszedł do wniosku, że nie warto drukować pełnego tekstu kroniki szkoły. Warta wydrukowania jest według niego tylko najstarsza jej część - do II wojny światowej. Okres późniejszy jest opisany inaczej - proporcje tekstu z kroniki i informacji z kalendarium się zmieniają. Czasy PRL i III RP zostały zawężone do kolejnych dat z kalendarium i tylko fragmentów kroniki. Tylko dlaczego “autor” nie pisze nic o szkolnych wydarzeniach z lat 1993 - 2015 i 2017 - do czasów obecnych? Czy w tych latach szkoła nie istniała? Nic się tam ważnego nie działo? A może koniec tego rozdziału wygląda tak, a nie inaczej, bo kalendarium ze strony internetowej kończy się właśnie na 1993? Piotr Figura zarzucił pracę nad nim z uwagi na inne obowiązki.

I tu mała dygresja. Czytelnikowi należy się wyjaśnienie dotyczące kroniki Szkoły Podstawowej w Nowym Żmigrodzie. tóż, gdy Piotr Figura pracował w tej instytucji, to na polecenie dyrektor Alicji Witkowskiej tę kronikę zdigitalizował, odczytał z rękopisu, przepisał do edytora tekstu, uzupełnił o zapisy z brakujących lat, uzupełnił zdjęciami i opatrzył słowem wstępnym, w którym wyraźnie jest napisane, że to wewnętrzny dokument szkoły. Kronika tak przygotowana jest dostępna dla każdego. Wystarczy przyjść do biblioteki szkolnej i o nią poprosić. Wiemy, że J. J. Dębiec z kroniki korzystał, wielokrotnie są przeglądał, do czego jako absolwent szkoły miał pełne prawo. Przepisana przez pana Figurę kronika była kilkakrotnie drukowana w całości, oprawiana i podczas różnych uroczystości trafiała jako prezent m.in. do rąk abp Edwarda Nowaka i bp Jana Wątroby.

W związku z wydrukowaniem kroniki szkoły w książce “autorstwa” Jerzego Józefa Dębca pojawia się wiele pytań, np. skąd zdobył jej tekst? Z biblioteki? No chyba nie. Z “jego” książki (s. 417) dowiadujemy się, że w archiwum TMNŻ znajduje się rękopis Kroniki Szkoły Podstawowej w Nowym Żmigrodzie. Zapewniamy, że to nieprawda. Ten cenny dokument historii lokalnej jest przechowywany w szkole, bezpieczny, nieosiągalny dla postronnych. Pan “autor” mógł co najwyżej skorzystać z fotografii stron kroniki, które powstały przy okazji jej przepisywania. Rękopis kroniki był, za wiedzą pani dyrektor, udostępniany kilku pracownikom naukowym m.in. z Uniwersytetu Rzeszowskiego, którzy pisali monografie i artykuły. Oczywiście nie dostawali oni rękopisu kroniki do ręki. Dostawali płytę ze zdigitalizowaną kroniką. Tak, żeby ją swobodnie mogli odczytać.

Jeśli pan J. J. Dębiec przepisał kronikę szkoły, a chyba rzeczywiście tego dokonał (on, ktoś inny lub AI) to raczej z tej zdigitalizowanej kopii. Jak mógł wejść w jej posiadanie? Tego nie wiemy.

A dlaczego to takie istotne? Bo żmudne przepisywanie tekstu z oryginału i pośpieszne przepisanie tekstu z fotografii rękopisu, albo co gorsza użycie AI do takiego przepisywania, to nie taka sama praca.

Podać przykład? Otwieramy książkę losowo na str. 116 i czytamy rzekomo przepisaną z rękopisu kronikę szkoły, a w niej informację dotyczącą roku szkolnego 1931/1932, że zatrudniono wtedy p. Chaima Schilda - nauczyciela religii mojżeszowej. Na str. 119 zaś znajdujemy informację z kolejnego roku, że na tym stanowisku następuje zmiana “Transblaun Chaja (...) w miejsce pana Chaima Sekilda”. No to w końcu Schilda, czy Sekilda? Nie trzeba być geniuszem, żeby się zorientować, że to ta sama osoba. I czy naprawdę zastąpiła go Chaja Transblaun? A może jednak Chaja Franzblau? Tu kłania się wiedza o tym kiedy i jak powstawały żydowskie nazwiska.

Przykład drugi. Ta sama str. 116 książki. Czytamy: “Ogólny kryzys, który dotknął nie tylko szkołę, lecz prawie wszystkie kraje Europy, a nawet Amerykę, zmusił Władze szkolne do wydania zarządzeń jak najdalej posuwistych w szczególności.” (sic!) Naprawdę? A co to znaczy “najdalej posuwistych w szczególności”? 

A może jednak kierownik Kasprzyk napisał zdanie, które miało sens? Bo to wydrukowane w książce J. J. Dębca sensu nie ma. Pan Figura odczytał ten fragment tak: “Ogólny kryzys ekonomiczny, który dotknął nie tylko Polskę, lecz prawie wszystkie kraje Europy, a nawet Amerykę zmusił władze szkolne do wydania zarządzeń w kierunku jak najdalej posuniętych oszczędności.”

Przykład trzeci: Ta sama strona 116. Czytamy: “Wobec tego, że państwo polskie zyskało z powrotem wolność polityczną po blisko półtora wiekowej niewoli, odnawia jego z cementowanie wymaga wytężonej pracy i wysiłku do utrwalania niepodległości i wewnętrznej tężyzny - wobec całego społeczeństwa.” Naprawdę? A co to znaczy “odnawia jego z cementowanie”? To ma w ogóle sens? A może jednak ten fragment należało odczytać tak: “Wobec tego, że państwo polskie uzyskało z powrotem wolność polityczną po blisko półtora wiekowej niewoli, odbudowa jego i zcementowanie wymaga wytężonej pracy i wielkiego wysiłku dla utrzymania niezawisłości i wewnętrznej tężyzny - ze strony całego społeczeństwa.

Już tylko te fragmenty poddają w wątpliwość rzetelność odczytania i przepisania kroniki szkoły. Jeśli treść dokumentu została zniekształcona, to jaką ma on wartość dla czytelnika? Wydając rękopisy należy się stosować do zasad opracowanych przez biblioteki naukowe lub uczelnie. Nie bez powodu rękopisy zazwyczaj wydawane są w opracowaniu pracowników naukowych, np. “Kronika kościoła parafialnego w Starym Żmigrodzie”, którą opracował Daniel Nowak.

Równie istotną kwestią jest odpowiedź na pytanie: Jakim prawem Jerzy Józef Dębiec wydrukował kronikę szkoły i lekko zmodyfikowane kalendarium ze strony internetowej tej instytucji w “swojej” książce? Czy nie powinien wcześniej zapytać dyrektora szkoły o zgodę? A może swoje zdanie w tej sprawie powinien wyrazić też organ prowadzący szkołę? Czy, gdyby nawet dyrektor taką zgodę wyraził, to w przygotowanie publikacji nie powinni być zaangażowani np. nauczyciele? A może kronika mogłaby być wydana np. z okazji jubileuszu? Tak się to zwykle robi.

I tu niespodzianka. Na końcu rozdziału o szkole zostało wydrukowane podziękowanie dla p. dyrektor Alicji Witkowskiej za “udostępnienie materiałów do wyżej napisanej historii naszej szkoły” (s. 188). Tyle, że p. Alicja Witkowska nigdy nie dała p. Jerzemu Dębcowi rękopisu kroniki do ręki i nie wyraziła zgody na jej druk, ani przedruk zdjęć, które wiszą na szkolnych korytarzach. Niedbałe przepisanie kroniki i połączenie jej z kalendarium, do którego wprowadzono kosmetyczne zmiany, odbyło się w tajemnicy. A podziękowanie wydrukowane w książce jest próbą zatarcia śladów, zrzucenia z siebie odpowiedzialności. Nic dziwnego, “autor” zapewne zdawał sobie sprawę, że gdyby zapytał o zgodę, to by jej nie otrzymał.

Wróćmy do książki. Na s. 161 znajduje się podrozdział pt. “Historia szkoły widziana okiem nauczycieli i byłych uczniów w ich wspomnieniach”, a poniżej tekst pt. “Krótki wstęp”. Nie jest opatrzony przypisem, więc zakładamy, że jego autorem jest Jerzy Józef Dębiec. Ale szybko się orientujemy, że to nieprawda. Nawet taki krótki tekst wprowadzający “autor” nie był w stanie sam napisać? Porównujemy go z artykułem Piotra Figury z “Regionu Żmigrodzkiego” z czerwca 2018 s. 14-16 pt. “Mój alfabet historyczny żmigrodzkiej szkoły na Jubileusz 210-lecia. Jeśli o historii Szkoły Podstawowej w Nowym Żmigrodzie nie wiesz nic, to musisz to przeczytać!” Interesujący nas fragment to “W jak wojny, rozruchy i manewry”: https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202018/06_2018.pdf 

Cytujemy pierwszy akapit ze str. 161 książki p. Dębca: “W okresie Wiosny Ludów 1848-1849 car Mikołaj I wysłał cesarzowi austriackiemu 100 tys. żołnierzy do stłumienia powstania węgierskiego. Podczas przemarszu wojsko carskie przechodziło przez Żmigród i tu w szkole utworzyło kancelarię korpusową. W 1849 r. przebywał w Żmigrodzie cesarz Mikołaj I, który na ulicach miasteczka odbierał defiladę wojskową. Cesarz ze świtą zamieszkał w rezydencji Stadnickich.

A teraz artykuł p. Figury z 2018: “W okresie Wiosny Ludów (1848-1849) żandarm Europy – car Mikołaj I wysłał cesarzowi austriackiemu 100-tysięczną armię dla stłumienia powstania węgierskiego. Wojsko to przechodziło przez Żmigród, a w szkole mieści się kancelaria korpusowa rosyjskiej armii. W 1849 r. w Żmigrodzie przebywał cesarz Mikołaj I, który odbierał defiladę wojskową. Ówczesny właściciel dóbr żmigrodzkich, ofiarodawca pierwszego budynku szkoły – Władysław Stadnicki, nie zaszczycił głowy państwa rosyjskiego swoją obecnością, chociaż ten zamieszkał w jego dworze…

Cytujemy drugi akapit ze str. 161 książki p. Dębca: “Latem 1898 r. około miesiąca szkoła była zamknięta dla uczniów ponieważ mieszkali w niej żołnierze przydzieleni do pilnowania rozruchów związanych z pogromem Żydów. W miasteczku akuratnie w tym czasie był spokój.

A teraz artykuł p. Figury: “W lecie 1898 r. przez niemal miesiąc w szkole nie było zajęć, bowiem zamieszkali w niej żołnierze. Pilnowali porządku, aby nie dopuścić do pogromów żydowskich, które wybuchały w Galicji. Skutecznie. W Żmigrodzie w tym czasie był spokój.

Trzeci akapit ze str. 161 książki p. Dębca brzmi: “W 1901 roku w okolicy Żmigrodu przeprowadzone były manewry wojsk austriackich, w której (sic!) uczestniczył cesarz Franciszek I. Zamieszkał w Jaśle, a na jego powitanie pojechała cała rada pedagogiczna szkoły. Można było zaobserwować masę przemieszczających się wojsk zaborczych.” 

A teraz artykuł p. Figury: “We wrześniu 1901 r. w pobliżu Żmigrodu odbyły się manewry, które swoją obecnością uświetnił Cesarz Franciszek Józef I. Na spotkanie z nim, do Jasła udała się cała rada pedagogiczna żmigrodzkiej szkoły. Uczniom pozostało obserwowanie masy przetaczających się wojsk.

Czwarty akapit ze str. 161 książki p. Dębca: “W czasie I wojny światowej we wrześniu w budynku szkoły wojska austriackie urządziły szpital. Żmigród w krótkim okresie przechodził z rąk do rąk. Już w grudniu 1914 r. w szkole stacjonowało przez 4 miesiące wojsko rosyjskie. Podczas ofensywy gorlickiej Rosjanie zostali wyparci na wschód. 8 lipca rozpoczęłą się nauka ale odbywała się na powietrzu, ponieważ budynek był zniszczony.

A teraz artykuł p. Figury: “W czasie I wojny światowej, we wrześniu 1914 r. budynek szkoły został zajęty przez wojsko austriackie, które urządziło w nim szpital. W następnych miesiącach Żmigród trzykrotnie przechodził „z rąk do rąk”. Od grudnia 1914 r. w szkole stacjonuje wojsko rosyjskie. Okupacja rosyjska trwała 4 miesiące, do ofensywy gorlickiej z początku maja 1915 r. Gdy front oddalił się na wschód, już 7 lipca rozpoczęto naukę. Odbywała się ona jednak na wolnym powietrzu, bowiem budynek szkoły był zniszczony. Wielu nauczycieli nigdy nie wróciło z wielkiej wojny.

Piąty akapit z książki p. Dębca: “1 listopada 1939 r. z rozkazu okupacyjnych władz niemieckich rozpoczęła się nauka. Z programu nauczania usunięto geografię i historię. Wielu nauczycieli aresztowano. Praca nauczycieli i nauka uczniów podlegała ciągłej kontroli wojskowej i policyjnej…

No i dla porównania artykuł p. Figury, przypominamy, że starszy o 4 lata: “W 1939 r. dopiero 1 listopada rozporządzeniem niemieckich władz okupacyjnych rozpoczęła się nauka. Z programu usunięto historię i geografię. Poziom nauki obniżył się znacznie. Bardzo wielu nauczycieli aresztowano. Płaca nauczycielska była z miesiąca na miesiąc redukowana. Skonfiskowano pomoce naukowe, bibliotekę, nawet podręczniki do matematyki. Praca nauczyciela i nauka ucznia podlegały ciągłej kontroli wojskowej i policyjnej.

Jak można to skomentować? To tak się “sporządza” książkę? Pisaniem raczej tego nazwać nie można. A może to, co pan Dębiec zrobił z fragmentem artykułu autorstwa p. Figury to opracowanie lub streszczenie? No cóż, w szkole podstawowej za tego typu twórczość dostaje się ocenę niedostateczną. A w dorosłym życiu? 80 zł za tom.

Wróćmy do książki. Możemy się chyba spodziewać, że w podrozdziale pt. “Historia szkoły widziana okiem nauczycieli i byłych uczniów w ich wspomnieniach” zobaczymy wreszcie pracę J.J. Dębca. Przecież żeby tak zatytułować podrozdział trzeba mieć jakiś zbiór wspomnień, wywiadów, pewnie prowadzonych, spisywanych i gromadzonych przez lata. To prawda, ale to nie pan Dębiec nad nimi pracował. Ten fragment książki, cały ten podrozdział to przedrukowane w całości artykuły różnych autorów zamieszczane przez lata w “Regionie Żmigrodzkim”:

Jako pierwszy jest tu tekst Beaty Baraś pt. “Byli jak jedna rodzina” z numeru październikowego z 2006 s. 8-9: https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202006/10_2006.pdf  Autor” zmienił mu tytuł na “W powojennej żmigrodzkiej szkole”. Jakim prawem to zrobił? Jakim prawem go przedrukował, bez wiedzy i zgody autorki?

Jako drugi pojawia się tu kolejny artykuł Beaty Baraś pt. “Z tabliczką i kałamarzem - do szkoły” z numeru październikowego z 2003 s. 8. https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202003/10_2003.pdf “Autor” pominął kilka wstępnych zdań i znowu zmienił tytuł na “O szkolnym kałamarzu, tabliczce i butach”. Jakim prawem przedrukował ten artykuł? Jakim prawem wprowadził do niego zmiany?

Trzeci przedrukowany tekst jest również autorstwa Beaty Baraś pt. ”Żmigrodowi dałam całe swoje serce” i pochodzi z tego samego październikowego numeru z 2003 s. 9 i 13. Jakim prawem pan Dębiec przedrukował ten artykuł?

Jako czwarty “autor” przedrukował tekst pt. “Wędrówka sztandaru szkoły w Nowym Żmigrodzie”, który został opublikowany w marcu 2016 na s. 13-14. https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202016/2016_03.pdf Jego autorem jest Piotr Figura. Jakim prawem znalazł się on w książce J. J. Dębca, bez wiedzy i zgody autora?

Piątym artykułem zawartym w tym podrozdziale jest tekst autorstwa Daniela Nowaka pt. “Niepodległość” z listopada 2016 s. 16. https://nowyzmigrod.eu/regiony/region%20%C5%BCmigrodzki%202016/2016_11.pdf Jakim prawem ten tekst został przedrukowany, bez zgody i wiedzy autora?

Tekst szósty jest autorstwa Janiny Bobuli pt. “Wspomnienia z dawnych lat szkolnych” z numeru sierpniowego 2022 s. 15. “Autor” i tu pokusił się o zmiany. Nadał testowi inny, trzeba przyznać odkrywczy tytuł “Wspomnienie” i nie przedrukował kilku ostatnich zdań. Autorka kończyła swój tekst tak: “Kończąc dodam tylko, że nauczycielom teraz uczącym życzę takiego szacunku ze strony uczniów i poważania, jakim my wówczas darzyliśmy naszych nauczycieli. Wspomnienia te i życzenia dedykuję nauczycielom i uczniom, bo w moim wieku to już każdy dzień może być dniem ostatnim. Janina Bobula”.

Zamiast tego wzruszającego zakończenia, które “autor” i “twórca” z sobie tylko znanych powodów usunął, pojawia się dopisek: “Ciekawostką jest zdjęcie z Kursu Gotowania Średniej Szkoły Rolniczej w Żmigrodzie Nowym z roku 1949.” Rzeczywiście na tej stronie, powyżej tekstu jest malutkie zdjęcie, ale zupełnie nie rozumiemy dlaczego, skoro pani Janina Bobula wspominała szkołę podstawową, a nie średnią rolniczą… 

Pytamy z uporem: jakim prawem kronika szkoły w Nowym Żmigrodzie została wydrukowana? Jakim prawem teksty Beaty Baraś, Piotra Figury i Daniela Nowaka znalazły się w książce J. J. Dębca, skoro żadna z wyżej wymienionych osób nie wyraziła zgody na przedruk? Jakim prawem p. Dębiec wprowadza zmiany w tekstach, których nie jest autorem? Dlaczego zmienia ich tytuły i usuwa ich fragmenty?

Pan Jerzy Józef Dębiec najwyraźniej uważa, że wolno mu robić z czyjąś własnością co mu się podoba. Tak - własnością, bo tekst jest własnością autora. Tę własność chroni i reguluje Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Szkoła Podstawowa im. Władysława Findysza w Nowym Żmigrodzie, czyli instytucja, do której należą prawa autorskie zarówno treści zamieszczanych na stronie internetowej, jak i treść kroniki szkoły ma, w myśl art. 17, wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji. Nieautoryzowane przepisanie i wydrukowanie kroniki to korzystanie z utworu bez zgody uprawnionego. Szkoła ma także prawo do decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu (art. 16 pkt 4) i do nadzoru nad sposobem jego wykorzystania (art. 16 pkt 5).

Beata Baraś, Piotr Figura, Daniel Nowak i Janina Bobula mają wyłączne prawa autorskie i majątkowe do artykułów, które napisali i opublikowali na łamach “Regionu Żmigrodzkiego”. Tylko oni mogą decydować o kolejnej formie ich wykorzystania (art. 17), a gdy wyrażą zgodę na przedruk, muszą zostać prawidłowo oznaczeni jako autorzy (art. 16 pkt 2). Mają także prawo do integralności, czyli nienaruszalności swoich utworów. W ich artykułach, bez ich zgody, nie można zmienić ani jednego słowa (art. 16 pkt 5).

 

 

SP_READ_MORE