• Bądź aktywny w społeczeństwie. Działanie w grupie przynosi wiele korzyści i radości.
  • Masz prawo mieć swoje zdanie i wyrażać je ale uszanuj poglądy innych, oni też mają do tego prawo.
  • Czasem warto zatrzymać się, popatrzeć w dal ...
  • aby żyć pełnią życia.

11 Listopada 2018 r. - 100 lat odzyskania niepodległości

100 lat Niepodległej



Turystyka

Śladem nieistniejących wsi i legend

Czytaj więcej: Śladem nieistniejących wsi i legend

 

Czytaj więcej: Śladem nieistniejących wsi i legend

Piękna, słoneczna pogoda towarzyszyła uczestnikom wycieczki, która w sobotę 23 marca wyruszyła na trasę z Folusza do Mrukowej, szukając nie tylko śladów wiosny, ale także śladów warowni króla Mruka, który – według legendy – zbudował zamek a u jego stóp założył wieś Mrukową. Z czasem zamek, w którego piwnicach stały dwa kufry ze złotem pilnowane przez koguta oraz kwokę z kurczętami poupadał, a w końcu zapadł się zupełnie. Może gdzieś pod ziemią dalej są te kufry pełne kosztowności? Niestety, mimo poszukiwań, nie udało się nam ich odnaleźć…

Po rozwiązaniu zagadnień logistycznych związanych z rozwiązaniem „drobnego” dylematu jak dojechać samochodem do Folusza, by wrócić z Mrukowej, 18 uczestników - w wieku bardzo zróżnicowanym od 7 do 70 lat - pod kierownictwem pana Tadeusza Wójcika spotkało się przed szlabanem, za którym rozpoczyna się obszar Magurskiego Parku Narodowego. Symbolicznie można powiedzieć, że jeden krok dzielił nas od rozpoczęcia Wielkiej Przygody. Ale zanim ten krok (mały dla ludzkości, ale wielki dla uczestników) został wykonany, zostaliśmy zapoznani z wycieczkowym BHP, a następnie każdy, kto chciał, przeszedł krótki kurs praktycznego posługiwania się kijkami nordic walking. Mimo, że ludzi spacerujących z tym sprzętem można spotkać bardzo często to warto przypomnieć, iż długość kijków powinna być tak dobrana, by kąt ugięcia w łokciu wynosił w przybliżeniu 90 stopni a kijki powinny być wyposażone w rękawiczki a nie paski i mieć gładką, drobną rękojeść a nie profilowany „grzybek” jak kijki do trekkingu. Jako, że zawsze – gdy już dojrzałem do tego – posługiwałem się kijkami trekkingowymi, nie podejmuję się opisać zasad chodzenia z kijkami do nordic walking, a ponadto sądzę, że każdy zainteresowany może się wybrać na wycieczkę z ŻKG, gdzie wykwalifikowany instruktor udzieli mu rad praktycznych. Bo teoria teorią, a praktyka praktyką.

Po zakończeniu kursu, przekroczyliśmy szlaban i ruszyliśmy na Wodospad Magurski, który wprawdzie leży kilometr w bok od planowanej trasy, ale uznaliśmy, że jest to na tyle ciekawe miejsce, iż warto je zobaczyć. Wprawdzie z wodospadu woda kaskadami nie płynęła, bo w końcu to Wodospad Magurski a nie Niagara, ale parunastu minutowy spacer wśród bardzo powoli budzącej się do życia przyrody pozwolił na złapanie właściwego rytmu. Po powrocie na miejsce startu ruszyliśmy już do celu, którym była Mrukowa. Szliśmy "zielonym" szlakiem bardzo umiarkowanym tempem cały czas lekko nabierając wysokości – na odcinku prawie 3,5 km pokonaliśmy niewiele ponad 200 metrów przewyższenia z czego widać, że szlak nie jest zbyt wymagający. Pierwszy postój zrobiliśmy przy kapliczce św. Franciszka usytuowanej na miejscu, nieistniejącej wsi Huta Pielgrzymska (Samoklęska), której nazwa ma związek z trwającą tu do XIX wieku produkcją szkła wytapianego z rodzimego piaskowca. Wędrując po Beskidzie Niskim pieszo, czy jeżdżąc na rowerze, często może spotkać puste doliny, bez domostw, z nieuprawianymi polami, ze zdziczałą przyrodą. Ale przemierzając te doliny, co jakiś czas można się też natknąć na ślady wskazujące, że kiedyś ktoś tu musiał mieszkać, bowiem pozostały cmentarze, cerkwiska, przydrożne krzyże i kapliczki, zdziczałe drzewa owocowe, piwnice, które niewątpliwie wskazują, że tętniło tu kiedyś życie. Z tablic, które postawiono na miejscach nieistniejących wsi można się dowiedzieć, że tereny Beskidu Niskiego przed II wojną światową, a nawet niedługo po niej, były dość gęsto zaludnione. W zdecydowanej większości była to ludność pochodzenia rusińskiego, od XIX wieku nazwana Łemkami. Zamieszkiwali oni w zwartym terytorium od wschodniej części Beskidu Sądeckiego, w Beskidzie Niskim, aż po zachodnie krańce Bieszczadów. Znaczna cześć Łemków w trakcie wojny, i zaraz po jej zakończeniu wyjechała stąd w ramach wymiany ludności z Ukraińską SRR, a ci, którzy nie dali się namówić na ten wyjazd, zostali już przymusowo wysiedleni w ramach tzw. Akcji "Wisła" w 1947 roku, w którym to Beskid Niski opustoszał niemal zupełnie. Cześć ludności łemkowskiej powróciła w swoje rodzinne strony po 1956 roku, kiedy była taka możliwość, ale niektóre wioski nie zostały już w ogóle zasiedlone, zawładnęła nimi beskidzka przyroda… I takim miejsce jest właśnie Huta Pielgrzymska.

Po odpoczynku, ruszyliśmy w dalszą drogę. Nieco ostrzejsze podejście zaczyna się w miejscu, gdzie „zielony” szlak odchodzi w lewo w stronę Smyczki. Po wejściu na szczyt zeszliśmy dość stromą i niezbyt wygodną ścieżką w stronę przełęczy pod Górą Zamkową, a następnie – już bez szlaku – zwiedziliśmy ten dwuwierzchołkowy szczyt, by odszukać ślady po bliżej nieznanej warowni, o której wspominał Jan Długosz w dziele „Chorographia Regni Poloniae”. Wprawdzie przewodnik wskazał nam resztki murku, ale czy stanowią one ślady owej szacowanej na XII wiek warowni, które przetrwały kilkaset lat? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Warto jednak pamiętać, że na terenie Mrukowej w trakcie wykopalisk odnaleziono srebrną tetradrachmę Aleksandra Wielkiego pochodzącą z lat 324-323 p.n.e. co świadczy o istnieniu na tych ziemiach osadnictwa jeszcze przed naszą erą.

A potem spacerkiem, rozmawiając o historii, etnografii i paru innych sprawach. doszliśmy do punktu końcowego, którym była altana z grillem w Mrukowej, gdzie na zakończenie rozpaliliśmy ognisko i zjedliśmy pieczoną kiełbasę. Przeszliśmy niewiele ponad 10 kilometrów, więc żaden z uczestników nie narzekał na zmęczenie, a wszyscy byli zadowoleni zarówno z pogody, jak i faktu, że rozpoczęliśmy sezon wycieczkowy. Warto jeszcze – gwoli kronikarskiego obowiązku – wspomnieć, że odpłatność od jednego uczestnika zamknęła się oszałamiającą kwotą 10 zł (przewodnik – niczym zasady w dobrym barze – uznał, że pierwsza wycieczka jest gratis).

Galeria zdjęć

dsc_3043
dsc_3043 dsc_3043
dsc_3046
dsc_3046 dsc_3046
dsc_3047
dsc_3047 dsc_3047
dsc_3048
dsc_3048 dsc_3048
dsc_3055
dsc_3055 dsc_3055
dsc_3056
dsc_3056 dsc_3056
dsc_3060
dsc_3060 dsc_3060
dsc_3065
dsc_3065 dsc_3065
dsc_3066
dsc_3066 dsc_3066
dsc_3068
dsc_3068 dsc_3068
dsc_3071
dsc_3071 dsc_3071
dsc_3072
dsc_3072 dsc_3072
dsc_3077
dsc_3077 dsc_3077
dsc_3079
dsc_3079 dsc_3079
dsc_3080
dsc_3080 dsc_3080
dsc_3088
dsc_3088 dsc_3088
dsc_3089
dsc_3089 dsc_3089
dsc_3091
dsc_3091 dsc_3091
dsc_3096
dsc_3096 dsc_3096
dsc_3097
dsc_3097 dsc_3097
dsc_3098
dsc_3098 dsc_3098
dsc_3107
dsc_3107 dsc_3107
dsc_3114
dsc_3114 dsc_3114
yiac0526
yiac0526 yiac0526
yiac0531
yiac0531 yiac0531

Żmigrodzki Klub Górski proponuje…

Czytaj więcej: Żmigrodzki Klub Górski proponuje…

 

Czytaj więcej: Żmigrodzki Klub Górski proponuje…

18 października 2018 roku w Nowym Żmigrodzie został powołany Żmigrodzki Klub Górski, którego celem jest popularyzowanie różnorodnych form aktywności fizycznej. Jak sama nazwa Klubu wskazuje przede wszystkim turystyki górskiej. Cóż… z góry widać lepiej, a jak mawiają znawcy „w górach wódka smakuje inaczej”. Nie jest to – broń Boże! – zachęta do picia alkoholu w czasie wycieczek w góry, ale kieliszek dobrej nalewki z okazji zdobycia szczytu jeszcze nikomu nie zaszkodził. Pomijając jednak ten aspekt z przyjemnością informujemy o planowanych na 2019 rok wyjazdach organizowanych przez ŻKG.

 

Zaczynamy 23 marca 2019 roku pieszą wycieczką z kategorii „lekka, łatwa i przyjemna” na trasie Folusz – Mrukowa. Będziemy szukać nie tylko śladów wiosny ale też śladów po Hucie Pielgrzymskiej, zatrzymamy się przy leśnej kapliczce, wejdziemy na Górę Zamkową a na zakończenie rozpalimy ognisko w Mrukowej. Zainteresowani będą mogli skorzystać z kursu nordic walking prowadzonego przez wykwalifikowanego instruktora. Wyjazd planowany jest na godz. 800 z parkingu w Nowym Żmigrodzie.

13 kwietnia 2019 roku zainteresowani turystyką rowerową spotkają się w Nowym Żmigrodzie o 900 i pod opieką przewodnika wyruszą na trasę: Nowy Żmigród – Kąty – Myscowa – Kotań – Desznica (ognisko) – Nowy Żmigród (powrót planowany jest na godz. 19-tą). UWAGA: obowiązkowe kaski rowerowe.

Kolejna atrakcja dla miłośników dwóch kółek napędzanych siłą własnych mięśni przewidziana jest na 11 maja 2019 roku. Spotkamy się o 7-ej rano w Nowym Żmigrodzie i autokarem pojedziemy do Nidzicy, gdzie wsiądziemy na zarezerwowane rowery i pojedziemy do Szczawnicy, gdzie na zakończenie „Tour the Szczawnica” rozpalimy tradycyjne ognisko, a potem dumni (z siebie) i szczęśliwi (że już mamy to za sobą) wsiądziemy do autokaru i wrócimy do N. Żmigrodu. Oczywistą oczywistością jest zarówno opieka przewodnika, jak i posiadanie obowiązkowych kasków.

W czerwcu rozpoczynamy poważną działalność górską i w środku nocy (czyli o 530) wyruszymy z Nowego Żmigrodu zdobyć „Królową Niepogód”, czyli Babią Górę. Trasa wprawdzie niezbyt długa (ok. 14 km), ale będzie to już wycieczka górska w pełnym tego słowa znaczeniu, więc jakiś strój górski + wygodne buty nie tyle są wymagane co wskazane. Oczywiście, będziemy mieć zapewniona opiekę przewodnika a chętni będą mogli skorzystać z fachowego instruktażu posługiwania się kijkami do nordic walking.

6 lipca 2019 roku w ramach odpoczynku po wyczerpującym (!?!) zdobywaniu Babiej Góry przeniesiemy się nad wodę i spłyniemy Dunajcem z Kątów do Szczawnicy, a następnie by klubowej tradycji stało się zadość, wjedziemy kolejką krzesełkową na Palenicę, skąd będziemy podziwiać widoki na Tatry. Wracając do N. Żmigrodu przy ognisku podzielimy się wrażeniami z wyprawy.

3 sierpnia 2019 roku realizując program zdobycia Korony Gór Polski pojedziemy w Góry Świętokrzyskie i wejdziemy na Łysicę (najniższy szczyt wchodzący w skład KGP). Przy okazji zwiedzimy klasztor na św. Krzyżu. Z N. Żmigrodu wyjedziemy o 630 a powrócimy ok. 22-ej.

14 września 2019 roku przeniesiemy się w Beskid Niski i przejdziemy "powoli, pośpiechem się brzydząc" krótką trasę z Banicy do Bartnego. Zobaczymy osuwisko skalne na stokach Magurycza oraz zwiedzimy cerkiew w Bartnem. Na zakończenie ognisko i powrót do N. Żmigrodu.

Sezon zakończymy planowanym na 19 października 2019 roku wyjazdem w Bieszczady, gdzie wejdziemy na Tarnicę (będzie to trzeci planowany do zdobycia, po Babiej Górze i Łysicy, szczyt wchodzący w skład Korony Gór Polski). Tradycyjne ognisko będzie jednocześnie podsumowaniem pierwszego sezonu działalności górskiej Klubu.

Każdy wyjazd będzie odbywał się pod opieką przewodnika, a każdy z uczestników będzie ubezpieczony. Kalkulując przewidywane koszty założono, że wyjazdy będą się odbywać 20-osobowymi busami. Oczywiście, jeżeli liczba chętnych będzie większa, nic raczej nie będzie stało na przeszkodzie, by jechać autokarem.

I teraz to co najważniejsze, zapisów można dokonywać w godzinach popołudniowych (weźmy pod uwagę fakt, że cały Zarząd Klubu pracuje i nie starajmy się im utrudniać wykonywania pracy zawodowej) dzwoniąc na nr:

- Agata Marchewka – 602 824 953

- Antoni Hućko – 664 156 548

- Stanisław Zoła – 503 092 866

Do zobaczenia na szlaku!

 

ŻKG - propozycje wycieczek

Czytaj więcej: ŻKG - propozycje wycieczek

Czytaj więcej: ŻKG - propozycje wycieczek 17 października 2018 roku w Nowym Żmigrodzie został powołany Żmigrodzki Klub Górski. Jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, wkrótce Zarząd przedstawi niezwykle interesującą propozycję dotyczącą programu zdobycia Korony Gór Polski. Zanim jednak, ten program (jak niektórzy twierdzą "dla zawodowców") zostanie wdrożony, pojawiła sie propozycja, by wszyscy potencjalni zainteresowani zechcieli się wypowiedzieć jakie miejsca czy okolice chcieliby wspólnie odwiedzić w 2019 roku. Każdy z nas z pewnością zna wiele miejc, które chciałby zobaczyć. I niekoniecznie muszą to być najwyższe góry w Polsce czy kilkudniowe wycieczki zagraniczne, chociaż tego też, jeżeli tylko będzie odpowiednia liczba chętnych, nie można wykluczyć. Jest tak wiele wspaniałych miejsc niekoniecznie daleko od nas. I tak wiele form, bo nie muszą to być przecież tylko wycieczki górskie, może to być np. spływ kajakowy w niedalekim Frysztaku, spływ Dunajcem czy wspólny rejs po Solinie. Może to być wspólne wyjście na Cergową czy wyjazd na Śnieżnicę. To wszystko ma być dla naszego wypoczynku, odreagowania, dla naszej wspólnej zabawy, dla kreowania własnej, środowiskowej kultury. Po to, żeby poznać ludzi, których na codzień mijamy obojętnie, zadzierżgnąć więzy przyjaźni, poczuć się częścią pewnej, oby coraz większej, wspolnoty. Sądzę, że dobrze się stało, że Klub chce konsultować swe pomysły z potencjalnymi uczestnikami, a nie zamierza się zamykać tylko w swoim własnym kręgu. Każdy zainteresowany może zarówno w komentarzach pod tym tekstem, jak też składając swoje propozycję członkom Zarządu (Agata Marchewka, Antoni Hućko, Stanisław Zoła) przedstawiać swoje pomysły.  

Korona Beskidu Niskiego

Czytaj więcej: Korona Beskidu Niskiego

 

Czytaj więcej: Korona Beskidu Niskiego

Cóż… Jedni zbierają znaczki, inni rzadkie motyle, a ci najzamożniejsi szczycą się kolekcją zabytkowych „garbusów”. Skoro listów nie dostajemy, martwe motyle nas nie kręcą, a na zabytkowe samochody chwilowo nas nie stać, postanowiliśmy „skolekcjonować” Koronę Beskidu Niskiego. By jednak miało to jakiś posmak wyczynu postanowiliśmy zrobić to zimą.

Zdobywanie Korony Beskidu Niskiego w skład której wchodzi 18 szczytów (jednym z nich jest Łysa Góra, najniższy szczyt wchodzący w skład Korony, położony w gminie Nowy Żmigród) jest pomysłem jasielskiego Oddziału PTTK. By zdobyć odznakę, trzeba – po prostu – na każdy z tych szczytów wejść i odpowiednio ten fakt udokumentować. Regulamin jest dostępny na stronie internetowej jaslo.pttk.pl/korona-beskidu-niskiego. W naszym przypadku, jak już wspomniałem wcześniej, chcemy wejść na każdy z tych szczytów w okresie kalendarzowej zimy. Teoretycznie wymaga to poświęcenia tygodnia czasu ale obowiązki zawodowe i inne hobby (np. narciarstwo czy zabawa w szkutnictwo) wyklucza możliwość wzięcia sobie urlopu na tydzień i bawienia się w górskie wędrówki. Zwłaszcza, że Koronę zamierzamy zdobywać w 3-osobowym zespole, a symboliczna „piątka z przodu” ma już, niestety, przełożenie też na kondycję i zdolność regenerowania się organizmu. Nie należy przy tym zapominać o tym, że zimowa aura też może mieć wpływ na możliwość dojazdu samochodem jak najbliżej celu. Bo – i nie ma co ukrywać – celem jest wejście jak najkrótszą trasą, zwłaszcza, że ilość weekendów w okresie zimowym jest ograniczona, więc będzie to wymagało logistycznej łamigłówki nad takim zaplanowaniem każdego wyjazdu, by „zaliczyć” dwa czy trzy szczyty za każdym razem.

Zaczęliśmy 1 stycznia br. wchodząc wraz z grupą jasielskiego PTTK na Magurę. Wprawdzie Magura nie należy do Korony (należy do niej Magura Wątkowska), ale uznaliśmy, że da nam to niezbędne „przetarcie” i pozwoli na przetestowanie sprzętu. Bo wbrew pozorom, do wycieczek zimą nawet w tak niskie góry, jakie są w Beskidzie Niskim, należy się przygotować. I uświadomić sobie, że w przypadku jakiejś poważniejszej kontuzji, na pomoc GOPR-u trzeba by czekać około 3 godzin! Oczywiście, pod warunkiem, że od razu można zadzwonić po pomoc i nie trzeba szukać zasięgu… Ten „drobny” fakt powinien każdemu uzmysłowić, dlaczego wszyscy specjaliści uważają, że w góry, zwłaszcza zimą, nie powinno się chodzić samemu. Oczywiście, można to robić ale należy uświadamiać sobie potencjalne zagrożenia. Takie noworoczne wejście, połączone z ogniskiem na Foluszu, jest od lat tradycją jasielskiego PTTK. Wchodziliśmy z Folusza „zielonym szlakiem” zostawiając samochód kilkaset metrów przed szlabanem. Odległość nie jest wielka, raptem niewiele ponad 9 km z sumą podejść 383 m. Idzie się bardzo przyjemnie, śnieg nie przeszkadza (swoją drogą wystarczy się wybrać parę czy paręnaście kilometrów od Nowego Żmigrodu, by już spotkać prawdziwą zimę ze śniegiem i wiejącym wiatrem). Na szczycie, a właściwie miejscu, gdzie znajduje się obelisk poświęcony Janowi Pawłowi II wieje wiatr i jest prawie 5 stopni mrozu. Mimo tego, że drzewa, które do tej pory zasłaniały widok w stronę Jaworzynki Krynickiej zostały wycięte, trudno się ekscytować widokami, bo zachmurzenie jest spore. Po parunastu minutach, które przeznaczamy na składanie sobie noworocznych życzeń i wspólne fotografie, trzeba ruszać w dół, bo zaczyna się robić nieprzyjemnie chłodno. Schodzimy do Folusza – mój telefon wylicza, że zrobiłem prawie 17 tys. kroków. Ale, że idziemy w grupie, trudno to przeliczać na odległość. Palimy ognisko pod wiatą i pieczemy kiełbaski (tradycyjny posiłek każdego wędrowca), później parę kolęd. I pora wracać. Po paru kilometrach jazdy człowiek trafia w zupełnie inny klimat: śniegu nie ma, wieje wiatr, jakoś tak ponuro. Wprawdzie mamy kalendarzową zimę, ale taką, której osobiście nie znoszę. Po prostu: inna rzeczywistość...

 

img_20190101_10...
img_20190101_102847 img_20190101_102847
img_20190101_11...
img_20190101_110924 img_20190101_110924
img_20190101_11...
img_20190101_110930 img_20190101_110930
img_20190101_11...
img_20190101_114231 img_20190101_114231
img_20190101_11...
img_20190101_114702 img_20190101_114702
img_20190101_11...
img_20190101_114707 img_20190101_114707
img_20190101_11...
img_20190101_114712 img_20190101_114712
img_20190101_11...
img_20190101_114718 img_20190101_114718
img_20190101_11...
img_20190101_115419 img_20190101_115419
img_20190101_11...
img_20190101_115430 img_20190101_115430
img_20190101_11...
img_20190101_115441 img_20190101_115441
img_20190101_12...
img_20190101_125103 img_20190101_125103
img_20190101_12...
img_20190101_125109 img_20190101_125109
img_20190101_13...
img_20190101_132331 img_20190101_132331
img_20190101_13...
img_20190101_132343 img_20190101_132343
img_20190101_14...
img_20190101_140239 img_20190101_140239

 

Wysokie – 657 m n.p.m. – 5 styczeń 2019 r.

 Wprawdzie od paru dni pada śnieg a na sobotę jest zapowiadany, ulubiony dla każdego mieszkańca gminy Nowy Żmigród wiatr z południa, ale jest okazja, bo nikt z nas nie pracuje w sobotę, więc postanawiamy zdobyć Wysokie.

 Żona, patrząc za okno i na mnie, kiwa głową. Jestem przekonany, że z podziwu :) Pakuję się do samochodu i rozbijając po drodze kilkanaście małych zasp na drodze, dojeżdżam do Żmigrodu. Parę minut czekam na Agnieszkę i Władka, którzy przyjeżdżają z Jasła. Uznajemy, że jako mieszkaniec Beskidu Niskiego powinienem sobie lepiej radzić z warunkami na drodze i ruszamy do Krempnej. Droga, jak to droga przy opadach śniegu i wiejącym wietrze: parę centymetrów śniegu na jezdni, w niektórych miejscach nawet nie całkiem białego, co znaczy, że służby drogowe pracują. Przejeżdżamy przez Krempną i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki za ostatnimi domami jako tako odśnieżona droga się kończy. Cóż… Redukcja z „3” na „2” i jedziemy przez tą niczym nieskażoną biel. Nawet, gdybym chciał się gdzieś po drodze na Żydowskie zatrzymać wolę nie ryzykować, by później nie jechać parę kilometrów na wstecznym. Dojeżdżamy na miejsce, czyli pod szlaban i tam zostawiamy samochód. Wpierw musimy wejść na Wysokie, a jak wrócimy będziemy się martwić. W razie czego Agnieszka siądzie za kierownicę a my z Władkiem będziemy bawić się w pchaczy. W końcu Punto nie jest takie ciężkie a Agnieszka jest świetnym kierowcą. W każdym razie znacznie lepszym niż ja :)

Parę minut przed 10-tą ruszamy zielonym szlakiem na szczyt. Na tabliczce pisze, iż powinniśmy wejść w ciągu 30 minut… Niczym prawdziwi dżentelmeni, a jednocześnie zwolennicy równouprawnienia, pozwalamy by torowanie rozpoczęła Agnieszka. Śnieg puszty, niezbyt głęboki – tak od 20 cm wzwyż! Ale tylko w niektórych miejscach sięga wyżej kolan. Po jakimś czasie zmieniamy się na prowadzeniu, a na końcu na czoło wychodzi Władek. I nie oddaje prowadzenia do końca! Idzie równo, zachowując cały czas to samo tempo niczym maszyna do szycia. Pseudonim „Szybki”, który kiedyś mu nadaliśmy patrząc w jakim tempie wchodzi zimą na Bukowe Berdo w Bieszczadach do czegoś jednak zobowiązuje. Zazdroszczę mu – chodzę kilkanaście lat po różnych górkach i pagórkach a nigdy nie nauczyłem się takiego sposobu chodzenia. Agnieszka twierdzi, że Władek będzie na szczycie kończył drugą kanapkę zanim my wejdziemy :) Po godzinie jesteśmy na szczycie - pada śnieg, wieje prawie 5 m/s, zimno, widoczność ograniczona. Jeszcze pieczątka dla potwierdzenia wejścia, kilka fotografii dla potomnych, parę łyków herbaty na wzmocnienie. I zaczynamy schodzenie – idziemy znacznie szybciej, bo po własnych śladach, a w dodatku w dół. Przy szlabanie jesteśmy po 30 minutach, czyli szliśmy 2 razy wolniej niż idzie się latem. Ale pocieszamy się, że latem nie ma śniegu :) Zresztą każdemu polecam wejście na Wysokie – niezbyt daleko od Żmigrodu; droga wprawdzie mocno dziurawa, ale da się przejechać. A odległość między szlabanem a szczytem to raptem tylko 2 kilometry. Ze szczytu rozciągają się zaś naprawdę piękne widoki. Gdy widzę, że w międzyczasie drogą od Krempnej do Żydowskiego przejechał jakiś samochód czuję się lepiej, bo to znaczy, że i nam uda się dojechać do Krempnej bez większych problemów. Nawet nie zauważamy, że pierwszy szczyt z 18 wchodzących w skład Korony Beskidu Niskiego mamy za sobą. W drodze powrotnej decydujemy, że spróbujemy jeszcze wejść na Łysą Górę…    

 

Łysa Góra – 640 m n.p.m. – 5 styczeń 2019 r.

 Dojeżdżamy mocno zawianą śniegiem „dukielską” pod cmentarz wojenny nr 9 i tam zostawiamy samochód. Idziemy na przełaj od cmentarza w stronę lasu. Pada śnieg i wieje wiatr. Ubrane w śnieżne czapy drzewa robią niesamowite wrażenie, ale puszysty śnieg sięgający wyżej kolan powoduje, że tempo nie jest zbyt imponujące. Dochodzimy do „Wilczej Kapliczki” i idziemy w górę kierując się w stronę grani, którą przebiega czerwony szlak. Wychodzimy na grań i po przejściu kilkudziesięciu metrów podejmujemy decyzję o odwrocie. Uznajemy, że przejście tych kilkuset metrów, które dzieli nas od szczytu w śniegu, który w niektórych miejscach sięga dosłownie do pasa, będzie wymagało zbyt dużo czasu, a nie chcemy wracać w ciemności. Zejście do miejsca, gdzie zostawiliśmy samochód zabiera nam prawie godzinę. Cóż… Nie udało się zdobyć Łysej Góry, więc będziemy musieli tu jeszcze raz wrócić…

 

Jaworze – 882 m n.p.m. – 30 styczeń 2019 r.

 Po dłuższej przewie spowodowanej m.in. koniecznością pracy w weekend, remontem jachtu czy oddawaniu się innym hobby w postaci jazdy na nartach, udaje się nam otrzymać dzień urlopu w tym samym terminie. Uznajemy, że taka „okazja” wymaga godnego uczczenia i postanawiamy zdobyć w jednym dniu aż dwa szczyty: Jaworze i Chełm. Z Jasła wyjeżdżamy o 630 i przez Gorlice i Grybów jedziemy do Binczarowej. Postanawiamy wchodzić niebieskim szlakiem i dlatego szukamy miejsca między Binczarową a Boguszą, gdzie ten szlak się zaczyna. Po krótkim kręceniu się w kółko znajdujemy dróżkę i parkujemy na niej samochód. Dokładniej mówiąc: wjeżdżamy na wstecznym w tę kilkunastocentymetrową warstwą zbitego i twardego śniegu. Na razie idziemy w stronę szczytu, a jak wyjedziemy (bo samochód zawisł na śniegu) będziemy się martwić później. Pada śnieg, jest dość mglisto. Idziemy w miarę szybko, chociaż śniegu jest naprawdę sporo i w niektórych miejscach sięga po kolana. Szlak jest jednak w miarę dobrze oznakowany, chociaż nie widać, by ktoś ostatnio nim szedł. Cóż… ludzie mają różne hobby… Bo blisko godzinie jesteśmy na szczycie, wchodzimy na wieżę i próbujemy podziwiać widoki. Widoczność jest jednak ograniczona do kilkudziesięciu-kilkuset metrów. Jedyna rzecz, którą naprawdę możemy podziwiać to fantastyczne formy, które śnieg tworzy na drzewach i krzewach. Schodzimy znacznie szybciej i próbujemy wyjechać samochodem z „parkingu”. Prawie zgodnie z przysłowiem, że „do trzech razy sztuka”, bo za czwartym razem, wykorzystując m.in. kijki do kruszenia śniegu, udaje się nam znaleźć na głównej drodze. Drobna rada na przyszłość: zamierzając parkować zimą na bocznych dróżkach, łopata i to metalowa, jest niezbędnym dodatkiem do wyposażenia. Żartujemy, że ten przelatujący bocian, którego widzieliśmy nad Klęczanami przyniósł nam jednak szczęście, bo drugi szczyt został oficjalnie zdobyty!

 

Chełm – 778 m n.p.m. – 30 styczeń 2019 r.

 Wykorzystując mapę i 2 nawigacje, a na końcu starą sprawdzoną metodę „koniec języka za przewodnika” w końcu parkujemy samochód koło ujęcia wody w Kąclowej. Wprawdzie zamierzaliśmy wyjechać na samą „górkę”, by sobie zaoszczędzić spaceru, ale po kilkunastu metrach, samochód, mimo, że na zimowych oponach na drodze, która dosłownie „stanęła dęba”, odmówił dalszego wdrapywania. Cóż… wysiadamy i idziemy dróżką wzdłuż domów. Jest tak stromo, ze przez chwilę zastanawiam się czy nie ubrać raków. Naprawdę, trzeba pojeździć trochę po różnych miejscach w Beskidzie Niskim, by zobaczyć w jakich miejscach ludzie budują sobie domy. Oczywiście, zimą używają łańcuchów na koła, by dojechać do domu albo zostawiają samochody w miejscach, gdzie mogą dojechać. Ale – powiem szczerze – miałbym wątpliwości czy taką drogą odważyłbym się pojechać latem. Idziemy po śnieżnym polu szukając oznakowania niebieskiego szlaku. Wchodzimy do lasu i trafiamy na znaki. Krótka decyzja: w lewo szlakiem czy w prawo bez szlaku. Sprawdzamy czas i uznajemy, że urządzimy sobie prawdziwą beskidzką „wyrypę”. A co? Żyje się raz! Potem się tylko straszy! Skręcamy zatem w prawo i idziemy wzdłuż lasu, a potem jakąś leśną dróżką zaczynamy się piąć w górę. Jest naprawdę sporo śniegu, a nachylenie stoku przypomina wejście na Cergową od „Złotej Studzienki” lub wejście na Kolanin. Zimą. Jest tylko nieco dłuższe. Po jakichś 40 minutach wychodzimy na grań i skręcamy w lewo – Google Maps uparcie pokazuje, że zostało już tylko 15 minut do celu i każe nam skręcać w lewo. Puszysty, sięgający kolan, nie skażony ludzką stopą śnieg, przepięknie ośnieżone drzewa wprowadzają człowieka w jakiś bajkowy nastrój. Nawet gdzieś w zakamarku głowy nie pojawia się natrętne pytanie „daleko jeszcze?”. Jest po prostu pięknie. W końcu, po prawie 1,5 godziny od wyjścia z samochodu, meldujemy się pod krzyżem. Trzeci szczyt do Korony Beskidu Niskiego został zdobyty! Robimy sobie przerwę na odpoczynek, urządzamy sesję fotograficzną. Nie spieszy się nam do powrotu na niziny :) Zaczynamy schodzenie i dopiero teraz widać, jakie jest nachylenie stoku. Naprawdę, człowiek zaczyna odczuwać podziw dla samego siebie, że mu się tu chciało wchodzić. Przy ostatnich kilkudziesięciu metrach już mocno „czuć” nie tylko mięśnie ale i przemoczone buty, mimo, że zostały starannie zaimpregnowane stosownym (i drogim!) preparatem. Według jakiejś tam aplikacji zainstalowanej w telefonie przeszliśmy dzisiaj w sumie jakieś 14 km. Niestety, aplikacja nie uwzględnia, że większość trasy szliśmy w śniegu sięgającym kolan. Taka subtelna róznica między chodzeniem po górkach Beskidu Niskiego latem i zimą :)

 

Piotruś – 727 m n.p.m. – 3 luty 2019 r.

 Pogoda jest piękna jak na tę porę roku – 4 stopnie na „plus”, więc jedziemy zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Dukielskiego, czyli Piotrusia. Zostawiamy samochód w Stasianym i ruszamy w drogę. Na początku idzie się całkiem przyjemnie ale im bliżej szczytu tym gorzej: mokry śnieg + połamane gałęzie (efekt wiatru, który wiał w piątek i sobotę). Idziemy po śladach, które ktoś idący przed nami wydeptał. Wygląda to mniej więcej tak: jeden krok – śnieg do kostki, drugi krok śnieg do kolana… W pobliżu szczytu jest tyle połamanych gałęzi i krzewów, że odnoszę wrażenie jakbyśmy przechodzili przez dżunglę. Na szczycie spotykamy dwóch dżentelmenów, którzy szli przed nami i przecierali szlak. Robimy sobie pamiątkowe zdjęcia i schodzimy w dół. Ze szczytu nie ma żadnych widoków i raczej nikt, mimo, że Piotruś jest wyższy od Cergowej, wieży obserwacyjnej tu nie postawi. To raczej szczyt dla koneserów Beskidu Niskiego, a nie dla tych, którzy uważają wejście na Cergową za szczyt „górskich” osiągnięć J Schodzimy niewiele szybciej niż wchodziliśmy – śnieg mokry, buty przemakają. W niektórych miejscach pod śniegiem płyną wcale już nie takie małe strumyczki wody, a tam, gdzie nie ma śniegu, błoto… Czy to znak, że w Beskidzie już w lutym zaczyna się wiosna?

 

Lackowa – 997 m n.p.m. – 27 luty 2019 r.

 Cóż… Czasami człowiek jest w takim nastroju, że przytuliłby się nawet do jeża. Jako, że niewiele mi już do tego stanu brakuje, stwierdzam, że najlepszym rozwiązaniem będzie jakiś dłuższy spacer po górach. Wybieram Lackową z opcją wejścia na Ostry Wierch, co oznacza, że będę miał okazję na „Królową Beskidu Niskiego”(albo „Górę Policyjną”, bo jej wysokość kojarzy się z numerem alarmowym Policji) wejść od obu stron i porównać trudności. Jakby na to jednak nie popatrzeć jest to najwyższy szczyt Beskidu Niskiego leżący po polskiej stronie. Niestety, ze szczytu nie będzie żadnych widoków ale Lackowa ma jedną niepowtarzalną atrakcję – „zachodnią ściankę”, która jest w pierwszej „trójce” najbardziej stromych znakowanych szlaków w Beskidzie Niskim. Te dwa pozostałe to wejście na Kolanin i na Cergową. Jako, że byłem na każdym z nich, zarówno latem jak i zimą, mój subiektywny ranking jest następujący: pierwsze miejsce Lackowa, drugie Cergowa, trzecie Kolanin. Wejście czerwonym szlakiem od Krynicy mam już przećwiczone: byłem tu już latem, jesienią i zimą. Niestety, z różnych powodów wybieram się sam. Samochód zostawiam w Izbach i spacerkiem idę w stronę granicy z nadzieją odnalezienia słowackiego szlaku granicznego. Półtora kilometra mija szybko – ubieram stuptuty, do ucha wkładam słuchawkę od MP4 i słuchając na zmianę KSU, Krzysztofa Krawczyka albo moją ulubioną „Wyspę” Ryszarda Rynkowskiego ruszam przed siebie. Początek jest dość zwodniczy, bo teren łagodnie unosi się do góry, szlak jest wydeptany ale na wszelki wypadek uważnie kontroluję znaki. Parę lat temu, gdy tu szedłem zimą było gorzej: nie dość, że śnieg sięgał kolan, to jeszcze były nim oblepione drzewa, co znakomicie utrudniało orientację na trasie. Teraz jest inaczej. Po kilkunastu minutach staję przed tym, co miłośnicy Beskidu Niskiego uznają za clou zdobywania Lackowej – słynną „zachodnią ściankę”. Jak to wygląda? Proszę sobie wyobrazić, że musicie wchodzić na bardzo stromy, dwuspadowy dach, który ma kilkadziesiąt metrów wysokości. Na szczęście jest trochę śniegu, ale w pewnym momencie trzeba ściągnąć rękawiczki i się po prostu wspinać trzymając korzeni drzew. Bo inaczej się po prostu nie da! Raczej to wejście nie jest dla ludzi, którzy maja problem z lękiem wysokości :) Później jest też stromo, ale już można iść spokojnie. W końcu wchodzę na grań i za kilkanaście minut widzę znak szczytowy: biało-czerwone flagi powiewają na wietrze. Z nieba, a bardziej z drzew, leci szron. Dookoła mnóstwo śniegu. Cisza, spokój, pustka. Chwilę odpoczywam, uzupełniam nikotynę w płucach, robię parę zdjęć. Jest niewiele minut po 12-tej, więc postanawiam zdobyć jeszcze Ostry Wierch. W końcu jak śpiewa duet K. Krawczyk – B. Smoleń – po czterdziestce człowiek ma trochę z osła, trochę z lwa… A cóż mówić o tych, którzy są po "pięćdziesiątce"? :)

 

Ostry Wierch – 938 m n.p.m. – 27 luty 2019 r.

 Schodzę z Lackowej idąc w stronę Przełęczy Pułaskiego. W dół idzie się całkiem przyjemnie, chociaż jest ślisko (efekt spadającego z drzew szronu) ale gdzieś tam w tyle głowy kołacze się myśl, że za kilkadziesiąt minut tę samą trasę trzeba będzie pokonywać w drugą stronę i tym razem iść do góry. Cóż… taki urok chodzenia tam i z powrotem. Z tej strony jest więcej śniegu, a nachylenie też jest spore. Schodzę wspomagając się kijkami i czasami zjeżdżając na butach. Po kilkudziesięciu minutach jestem na Przełęczy i nachylenie stoku się odwraca – trzeba dreptać do góry. Szlak jest wydeptany, ale w niektórych miejscach nogi się zapadają w śniegu. Zawsze w takich momentach przypominam sobie nieco po niewczasie, że idę sam, a na całym szlaku nie spotkałem nikogo… Dochodzę do rozejścia szlaków, wyciągam mapę i stwierdzam, że trzeba zmienić kolor szlaku, który mi towarzyszy cały dzień – skręcam w lewo na żółty szlak i po kilkudziesięciu metrach jestem na szczycie. Robię sobie zdjęcie na tle tabliczki i schodzę w dół. Chwilę odpoczywam i ruszam z powrotem w stronę Lackowej – według znaku na tabliczce powinienem tam dojść w ciągu godziny. Racjonalnie oceniając warunki śniegowe, sądzę, że 1,5 godziny to realny czas. Od Przełęczy niestety trzeba już cały czas iść do góry. W końcu docieram do grani i zaczyna się upiorny kontredans: góra – dół. To skutek naprawdę sporych nawisów śnieżnych po których trzeba przejść. Znowu jestem na szczycie. Oceniając: droga od strony Krynicy jest krótsza ale bardziej stroma, droga od Przełęczy Pułaskiego jest dłuższa i nieco mniej stroma. Obie są jednak wystarczająco strome i trudne, by uznawać wejście na Lackową za wyczyn. No, dobra. Za wyczyn na miarę Beskidu Niskiego :) Zbliżając się do „zachodniej ścianki” postanawiam założyć … raki, które niosę w plecaku. W końcu po to zostały zakupione w ubiegłym roku by z nich korzystać. Pierwsze wrażenie jest takie, że stopy się robią cięższe, bo raki swoje ważą. Potem – zanim nauczyłem się właściwie stawiać stopy i inaczej układać ciało – o mało parę razy nie poleciałem na głowę. Trzeba jednak przyznać, że bez upadku i bez konieczności schodzenia ze „ścianki” twarzą do stoku udało mi się w miarę spokojnie i bezpiecznie zejść. Idę w rakach aż do miejsca, gdzie zaczyna się droga w stronę Izb, gdzie je ściągam. Od r5azu czuję się jakiś lżejszy :) Nie jestem w stanie wydać opinii, jak raki sprawdzają się w BN – po prostu mam za małe doświadczenie. Bardziej przy takim śniegu z jakim dziś miałem do czynienia przydają się kijki trekkingowe z talerzykami, które ograniczają ich zapadanie się w śniegu. Już w bardzo spacerowym tempie, robiąc po drodze parę zdjęć, docieram do samochodu. Przeszedłem dziś jakieś 18,5 km i zdobyłem piąty i szósty szczyt Korony Beskidu Niskiego. A ten piąty to nawet dwa razy :)

 

Baranie – 754 m n.p.m. – 3 marzec 2019 r.

Samochodem dojeżdżamy do Olchowca a potem spacerkiem bez większego wysiłku „żółtym szlakiem” wchodzimy na szczyt. Śniegu nie ma zbyt wiele, chociaż spotykamy trójkę Słowaków na skiturach. Wieża, jedna z pierwszych w tej części Beskidu Niskiego, z której przy dobrej pogodzie można było oglądać Tatry, w chwili obecnej wprawdzie jeszcze stoi, ale zostały z niej usunięte dolne drabinki by uniemożliwić wejście. Cóż… już w ubiegłym roku wchodzenie na szczyt wieży było dość ryzykowne. Na szczycie jakiś czas temu MPN postawił schron przeciwdeszczowy, w którym od biedy można spędzić noc, oczywiście nie mając zbyt wielkich oczekiwań co do wygody. Niestety, ewentualne widoki zasłaniają drzewa, więc po spędzeniu kilkunastu minut na szczycie schodzimy do samochodu. Później w ramach dodatkowych atrakcji jedziemy jeszcze na wyciąg do Świątkowej Wielkiej, gdzie ci z nas, którzy potrafią jeździć na nartach zjeżdżają parę razy, a pozostali raczą się kawą w mini-barze. Wracamy do N. Żmigrodu i uznajemy, że nasze zimowe wyprawy w ramach zdobywania Korony Beskidu Niskiego na ten sezon zostają zakończone. Bo wprawdzie mamy jeszcze kalendarzową zimę, ale aura przypomina już „pozimek”. A poza tym na najbliższe zimowe weekendy mamy jeszcze w planach m.in. wejście na Babią Górę. Ale – jak mawiał poeta – to już zupełnie inna historia. W każdym razie, kolejny krok w celu zdobycia zimowej Korony Beskidu Niskiego został uczyniony 😊

 

Kozie Żebro – 847 m n.p.m. – 17 kwietnia 2019 roku

 Po ubiegłotygodniowych wyprawach (spacer z Krempnej do Nowego Żmigrodu; Ekstremalna Droga Krzyżowa, itp.) uznaję, że jestem kondycyjnie przygotowany do zdobycia kilku szczytów w jeden dzień. Zwłaszcza, że wtedy, gdy z Rodziną zwiedzałem Iwonicz Zdrój, moi znajomi w jedną niedzielę zdobyli aż trzy szczyty i znacząco zbliżyli się do zdobycia Korony Beskidu Niskiego. Byśmy zatem mogli dalej wspólnie zdobywać kolejne szczyty muszę nieco uzupełnić swój wykaz. Biorę dzień urlopu, wsiadam w samochód i jadę do Regietowa. Parkuję w pobliżu bazy SKPB Warszawa i ruszam w górę. Trochę mokro, trochę ślisko, czasami mocno stromo (310 m różnicy podejścia na 1,6 km odcinku to jednak nie jest mało), buty ślizgają się na mokrych liściach ale po niecałych 40 minutach jestem na szczycie. Kozie Żebro wchodzi w skład tzw. Gór Hańczowskich a w czasie I wojny światowej toczyły się tutaj zacięte walki między żołnierzami Austro-Wegier i Rosji - w niektórych miejscach są jeszcze widoczne do dziś ślady po okopach. Nazwa podobno pochodzi stąd, że XIX-wieczni autriaccy kartografowie znaleźli w okolicy szczytu szkielet sarny (kozy) i stąd taka oryginalna nazwa. Narzuciłem sobie naprawdę ostre tempo, bo według mapy, wejście zajmuje 55 minut! Trudno się więc dziwić, że pot dosłownie kapie mi z nosa. Na szczycie zimno, mgła – typowy beskidzki, jesienny klimat. Widoków na poprawę pogody nie ma, więc – po obowiązkowej – sesji fotograficznej mającej udokumentować wejście (ech, ta biurokracja) zbiegam w dół, co mi zabiera jakieś 20 minut. Szczyt nr osiem został zaliczony.

 

Żmigrodzki Klub Górski

Czytaj więcej: Żmigrodzki Klub Górski

Czytaj więcej: Żmigrodzki Klub Górski28 września 2018 roku Zarząd Oddziału PTTK w Jaśle podjął uchwałe nr 5/2018 w której wyraził zgodę na utworzenie w Nowym Żmigrodzie Klubu Górskiego. Żmigrodzki Klub Górski będzie afiliowany przy jasielskim Oddziale PTTK. 17 października 2018 roku o godz. 17-tej w Gminnym Ośrodku Kultury w Nowym Żmigrodzie odbędzie się zebranie organizacyjne na którym zostaną wybrane władze statutowe Klubu oraz zostanie nakreślona strategia działania na najbliższy sezon turystyczny. Należy się cieszyć, że w naszej Gminie dzięki inicjatywie pana Ryszarda Szarzyńskiego powstanie instytucja, która ma szansę dla zainteresowanych stworzyć alternatywę dla spędzania czasu przed telewizorem nie tylko dla młodzieży, ale przede wszystkim dla tej młodzieży nieco starszej. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy zatem na spotkanie założycielskie, bo im więcej nas będzie tym więcej będzie ciekawych pomysłów!

Żmigrodzki Klub PTTK

Czytaj więcej: Żmigrodzki Klub PTTKW czwartek 28 czerwca 2018 roku w Gminnym Ośrodku Kultury w Nowym Żmigrodzie z inicjatywy pana Ryszarda Szarzyńskiego odbyło się spotkanie, którego celem było powołanie żmigrodzkiego Klubu Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. Pomysł powołania takiej instytucji został ogłoszony podczas sesji Rady Gminy, która miała miejsce 28 lutego br. Gościem spotkania był pan Tadeusz Wójcik z jasielskiego PTTK w ramach którego żmigrodzki Klub ma działać.

Pomysł powołania w Nowym Żmigrodzie Klubu PTTK jest wynikiem aktywności turystycznej młodzieży, która - dzięki dofinansowaniu ze środków Gminnej Komisji Rowiązywania Problemów Alkoholowych - przy życzliwej akceptacji kadry nauczycielskiej i pomocy władz Gminy, realizuje program zdobycia "Korony Beskidu Niskiego". Jako, że ta oferta skierowana jest do młodzieży szkolnej, uznano, że dobrym rozwiązaniem byłoby powołanie instytucji, która przedstawiłaby ofertę aktywnego spędzania wolnego czasu dla tej młodzieży, powiedzmy, nieco starszej, dla której - póki co - nie ma żadnych ofert. Tak się bowiem jakoś składa, że Gmina ma oferty dla dzieci i młodzieży, ale nie ma praktycznie żadnej oferty dla tych dla, którzy mają zarówno wolny czas, jak i pieniądze, ale brakuje im jakiegoś bodźca, by swą aktywność fizyczną, zwłaszcza niedzielną, nie ograniczać do niedzielnego pójścia (albo pojechania) do kościoła i oglądania telewizji. Począwszy od września (wtedy planowane jest zebranie wyborcze), ta oferta powinna się pojawić. Może to będą wycieczki piesze po najbliższej lub nieco dalszej, albo nawet całkiem dalekiej, okolicy, może wspólne wyjazdy rowerowe? A może spływy kajakowe? Możliwości jest wiele, a ich realizacja będzie zależała zarówno od samych zainteresowanych, jak i władz Klubu. Jako, że miałem okazje być na paru wycieczkach organizowanych zarówno przez jasielski, jak i krośnieński PTTK, to mogę powiedzieć, że polecam każdemu taką formę wyjazdu. Największym plusem jest to, że nie trzeba się martwić, jak dojechać i gdzie zaparkować samochód, że wycieczki prowadzą naprawdę doświadczeni przewodnicy. Ale przede wszystkim, największym plusem jest bardzo fajna atmosfera, gdzie nawet ktoś, kto jedzie pierwszy raz i ma problemy z nawiązywaniem kontaktów nie czuje się obco niczym intruz. Dla wielu osób to rzecz niezmiernie ważna. 

Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze jest najstarszym w Polsce stowarzyszeniem skupiające turystów i krajoznawców. Powstało w 1950 roku temu z połączenia Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (1873 r.) i Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego (1906 r.), stając się ich prawnym następcą, spadkobiercą ich tradycji, dorobku ideowego, a także majątku.Od początku swego istnienia PTTK rozwija i upowszechnia krajoznawstwo i turystykę kwalifikowaną we wszystkich jej formach począwszy od turystyki pieszej górskiej i nizinnej, poprzez kolarską, kajakową, żeglarską, konną i narciarska, aż po turystykę motorową. Baza Towarzystwa jest dostępna dla wszystkich i obejmuje wiele obiektów turystycznych: hoteli, domów wycieczkowych, schronisk górskich, ośrodków kempingowych, pól namiotowych i innych obiektów hotelarskich, gdzie na turystów czeka tysiące miejsc noclegowych o zróżnicowanym standardzie oraz liczne miejsca w obiektach gastronomicznych. Obiekty PTTK są zlokalizowane na terenach atrakcyjnych dla turystów, a więc w górach, w pasie pojezierzy, na wybrzeżu oraz w miastach będących turystycznymi centrami, jak Toruń, Warszawa czy Kraków.

Osoby zainteresowane członkostwem w Klubie PTTK Nowy Żmigród proszone są o kontakt z panem Ryszardem Szarzyńskim.

Więcej artykułów…

  1. Turystyka z historią w tle
Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image ''
There was a problem loading image ''
There was a problem loading image ''
There was a problem loading image ''
b_250_250_16777215_00_images_DSC03000.jpg

Żmigrodzki Klub Górski proponuje…

  18 października 2018 roku w Nowym Żmigrodzie został powołany Żmigrodzki Klub Górski, którego cel....

Czytaj więcej:
b_250_250_16777215_00_images_PTTK_POKOLENIA.jpg

ŻKG - propozycje wycieczek

 17 października 2018 roku w Nowym Żmigrodzie został powołany Żmigrodzki Klub Górski. Jak wynika z naszych n....

Czytaj więcej:
b_250_250_16777215_00_images_Odznaka-Korona-Beskidu-Niskiego.png

Korona Beskidu Niskiego

  Cóż… Jedni zbierają znaczki, inni rzadkie motyle, a ci najzamożniejsi szczycą się kolekcją zabyt....

Czytaj więcej:
b_250_250_16777215_00_images_PTTK_POKOLENIA.jpg

Żmigrodzki Klub Górski

28 września 2018 roku Zarząd Oddziału PTTK w Jaśle podjął uchwałe nr 5/2018 w której wyraził zgodę na utworzenie ....

Czytaj więcej:

Żmigrodzki Klub PTTK

W czwartek 28 czerwca 2018 roku w Gminnym Ośrodku Kultury w Nowym Żmigrodzie z inicjatywy pana Ryszarda Szarzyńskiego od....

Czytaj więcej:

Turystyka z historią w tle

Gmina Nowy Żmigród, wbrew temu, co się dość powszechnie uważa, posiada naprawdę sporo ciekawych miejsc nierozerwa....

Czytaj więcej:

Najnowsze komentarze

  • Między powołaniem a wyborem
    • redaktor redaktor 17.04.2019 20:30
      Powołanie sołtysów bez głosowania; możliwość głosowania przez ludzi, którzy ...

      Czytaj więcej...

       
    • redaktor redaktor 17.04.2019 20:22
      Z całym szacunkiem ale publikowane przez nas teksty wymagają "nieco" więcej pracy ...

      Czytaj więcej...

       
    • kermit kermit 16.04.2019 14:23
      Statuty sołectw mówią, że "prawo wybierania ma każdy mieszkaniec sołectwa, ktory ...

      Czytaj więcej...

       
    • Kasiek Kasiek 16.04.2019 14:03
      Przecież sytuacja, gdy ktoś nie mieszka w miejscowości od lat a tylko przyjeżdża ...

      Czytaj więcej...

  • To inaczej powinno być
    • redaktor redaktor 17.04.2019 20:25
      Strajk zorganizowany przez ZNP i FZZ stracił jakikolwiek sens w momencie w którym ...

      Czytaj więcej...