Bardzo często pisząc relację z sesji Rady Gminy i krytykując brak dyskusji towarzyszącej podejmowanym decyzjom, słyszałem, że na sesjach to radni właściwie tylko głosują ale prawdziwa dyskusja odbywa się na posiedzeniach poszczególnych komisji, gdzie toczą się spory a końcowe stanowiska są kompromisem między oczekiwaniami a realiami. Jako, że 27 grudnia 2019 roku Komisja Przestrzegania Prawa, Zdrowia i Opieki Społecznej, Oświaty i Młodzieży Rady Gminy miała obradować nad projektem reorganizacji szkół w Desznicy i Makowiskach postanowiłem się wybrać i zweryfikować opinie.
To, czego byłem świadkiem mógłbym podsumować jednym, całkowicie prawdziwym, zdaniem: Wójt zaproponował rozwiązanie, czyli szkoła w Desznicy i Makowiskach od nowego roku szkolnego w układzie klasy 1-3 + oddział przedszkolny a komisja jednogłośnie to przegłosowała. Zresztą, komisja podjęła już taką decyzję na swoim poprzednim posiedzeniu, więc teraz tylko to potwierdziła. Oczywiście, zostały przedstawione zebranym (3 sołtysów + 7 radnych nie będących członkami komisji + niżej podpisany) wszystkie argumenty natury finansowej dotyczące kosztów funkcjonowania szkół w Desznicy i Makowiskach. Z przedstawionych symulacji wynika, że w 2020 roku do każdego ucznia ze środków Gminy będzie dopłacane:
- w Desznicy 16 332,43 zł, co mnożone przez 30 uczniów daje kwotę 489 972,9 zł
- w Makowiskach 9 424,08 zł, co mnożone przez 47 uczniów daje kwotę 442 931,76 zł.
Niewątpliwie jest to spora kwota, którą by można wydać np. na przebudowę stadionu w Nowym Żmigrodzie, spłatę kolejnych rat kredytu zaciągniętego np. na kanalizację Gorzyc czy Łężyn (bo kanalizację mieszkańcy mają, ale Gmina kredyty zaciągnięte na ten cel będzie jeszcze spłacać ok. 2 lat) czy nawet na zakup kolejnych samochodów dla OSP, by strażacy mogli się pochwalić nowymi zabawkami na gminnych zawodach pożarniczych, co dla znakomitej większości jednostek OSP stanowi jedyną formę aktywności. By jednak nie powstało mylne wrażenie, to sadzę, że warto też przedstawić, ile gmina dopłaca do jednego ucznia w szkole podstawowej w Nowym Żmigrodzie do której – według planów – w 2020 roku będzie uczęszczać 230 uczniów. Do nauki każdego z nich gmina Nowy Żmigród dołoży 6 580,17 zł, co w sumie daje imponującą kwotę: 1 milion 531 tysięcy 439 złotych. I jeszcze 10 groszy. I co teraz? Bo z czysto ekonomicznego punktu widzenia patrząc, to budżet Gminy w największym stopniu obciąża utrzymanie szkoły w Nowym Żmigrodzie! Likwidujemy czy nie?
Według tego, co zostało przedstawione, w przypadku reorganizacji i pozostawienia szkół o klasach 1-3 + oddział przedszkolny koszt wynagrodzeń, bo to on stanowi najważniejszy składnik, wynosiłby ok. 328 tys. zł. W przypadku, gdyby była klasa IV, to koszt wzrasta o około 154 tys. zł.
Z całej dyskusji, bo trzeba zauważyć, że niektórzy radni, zwłaszcza ci nie będący członkami Komisji byli aktywni, moją uwagę zwróciły dwa głosy: radnego Adama Harowicza, który zasugerował pozostawienie w Desznicy szkoły o klasach 1-4 oraz radnej Wiolety Muchy, która poparła stanowiska A. Harowicza i jednocześnie zaproponowała, by w Makowiskach szkoła pozostała taka, jak jest w chwili obecnej. Z pragmatycznego punktu widzenia patrząc, należy uznać, że jest to najbardziej racjonalne stanowisko, bo w przypadku reorganizacji szkół nie chodzi tylko o same pieniądze, ale o opór społeczny, który będzie niewątpliwie towarzyszył forsowanym zmianom. Cóż… Jeżeli nie wygrałem w „totka” miliona, to może warto byłoby się cieszyć z tych 200 czy 300 tysięcy? Może warto jednak pomyśleć o takim rozwiązaniu, które pozwoli osiągnąć część zakładanych celów a nie stosować metody „albo albo”? Ale to tylko moja subiektywna opinia… Ale radni z Komisji oświaty, jak już napisałem na wstępie, postanowili iść na całość i przyjąć stanowisko zaproponowane przez Wójta. I czym właściwie różnią się obrady komisji od sesji? I tak zupełnie poważnie zapytam: po co jest nam właściwie potrzebna Rada Gminy? Czy jej brak by coś zmienił?
Zresztą cała dyskusja o reorganizacji szkół powinna skończyć się w tym momencie w którym radna W. Mucha (gratulacje!) ujawniła, że w szkole w Nowym Żmigrodzie oddział liczący 24 uczniów został podzielony na dwie klasy! W tym właśnie momencie cała narracja w rodzaju „chcemy przeprowadzić kontrowersyjne, aczkolwiek konieczne zmiany w trosce o finanse Gminy” mówiąc wprost „wzięła w łeb”! Bo nikt, kto choć trochę interesuje się sprawami gminnej oświaty nie uwierzy, że pieniądze wydawane na utworzenie w N. Żmigrodzie zbędnej klasy (przepisy mówią, że klasa może liczyć maksymalnie 25 osób) są jakieś inne niż te, które wydaje się na nauczyciela w Desznicy czy Makowiskach. Mówiąc wprost i brutalnie: jeżeli uważacie, że możecie tworzyć zbędną klasę w N. Żmigrodzie to nie oczekujcie, że ktoś (oprócz radnych z komisji oświaty, którzy chyba nie zrozumieli znaczenia tego faktu) będzie popierał zmiany mające wpływ na jego dziecko. To tak jakby ktoś uważał, że pieniądze wydawane z lewej kieszeni są wydatkiem, ale te wydawane z prawej to już nie. Proste, nie?
